English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Wróbel Prev Next

Słów kilka o wróblu
Ten ptak nie dość, że dla każdego jest niepodważalnym symbolem ptasiej pospolitości, to rzeczywiście jest znany chyba każdemu mieszkańcowi naszego kontynentu. Poszukując jakiejś ptasiej rzadkości w okolicy, o której słuch niósł, że została nawiedzona przez egzotycznego ptasiego gościa, często zdarzało mi się pytać tubylców, czy może widzieli takiego ptaka gdzieś w pobliżu. Najczęstszą odpowiedzią na takie pytanie jest: "Paaanie! U nas to tylko wróble!

Wróbel, wróbel domowy, wróbel zwyczajny, bo o nim tu mowa, to dla bardzo ludzi wielu jedyny ptak, do znajomości z którym przyznają się. Najczęściej pod pojęciem wróbel kryje się wówczas dowolny ptak, który jest mniejszy od szpaka ("przyciśnięci do muru" ludzie kojarzą, że jest również taki ptak) i zawsze jest szary.

Cóż można powiedzieć o wróblu, czego by ludzie jeszcze nie wiedzieli? Niewiele. Wróbel jest bowiem towarzyszem człowieka i to już prawie wszędzie na świecie. Pamiętam moją pierwszą wizytę w Buenos Aires, gdzie pełen nadziei wypatrywałem pierwszego egzotycznego ptaka. Zobaczyłem - oczywiście naszego wróbla.

Od kiedy wyczytałem (chyba jeszcze u Sokołowskiego, albo w jakichś wcześniejszych mądrych księgach), że wróbla nie uświadczysz dalej niż 500 m od ludzkich siedzib, zawsze widząc go w otwartym polu rozglądam się za potwierdzeniem tego twierdzenia. Rzeczywiście, prawie zawsze znajdzie się gdzieś w pobliżu albo jakaś chałupina, albo przynajmniej czapliniec - bo twierdzi się, że wróbel może związać się również z czaplimi siedliskami.

Wszechobecny wróbel najczęściej nie doczekuje się wielu zdjęć, którymi "prawdziwi fotograficy" chcieliby się chwalić. Dzieje się tak zazwyczaj dlatego, że wróbla w najciekawszych scenkach spotykamy w czasie i miejscu, w których nie mamy szansy ich sfotografować. Zawsze pluję sobie w brodę widzą bardzo atrakcyjnie szalejące gromadki wróbli, uganiające się za sobą (najczęściej wiele samczyków za jedną samiczką) w żywopłocie przed moim osiedlowym sklepem. Bez wyjątku mam wtedy w reku torbę z zakupami, a nie aparat.

Co ciekawe, wróbel - pozornie całkowicie zbratany z człowiekiem - staje się bardzo czujny gdy tylko zatrzymamy na nim wzrok.

Wśród moich zdjęć wróbli, nie ma ani jednego, które powstałoby jako efekt "wyprawy na wróble". Wszystkie powstały "przy okazji". Zdecydowałem się również na kilka zdjęć wróbli przy gnieździe. Także one powstały "przy okazji", w trakcie prób fotografowania przez okno jerzyków. Wróble w tym oknie widywały mnie i innych domowników regularnie i uznały nas za niegroźny element otoczenia. Swoje rodzinne obowiązki wypełniały zatem bez najmniejszych obaw, skrupułów i zahamowań. Widoczne na zdjęciach "baczne spojrzenia" nie były skierowane ku nielotnemu i niegroźnemu człowiekowi, lecz właśnie ku jerzykom, które co pewien czas - najczęściej po karmieniu młodych wróbląt przez rodziców - przelatywały tuż koło ich gniazda.

Wśród wielu obrazków mam również zdjęcia rudego wróbla, u którego żebrze o pokarm normalnie ubarwione młode. To czarnogórski przykład, jak wróble potrafią przyjąć ubarwienie otoczenia - w tym wypadku chwytając w pióra kurz żelazistej ziemi. Wyraźnie widać to również u naszych, miejskich wróbli "kopciuchów", które wyglądają wręcz na inny gatunek, niż wspaniale kolorowe wróble wiejskie. Jest to pewnie prawidłowość dotycząca wszystkich innych pierzastych stworzeń, ale w wypadku wróbli możemy ją obserwować często i z bliska. Na zdjęciach widać również wyraźnie tę cechę wielu gatunków ptaków, która zawsze wydawała mi się paradoksem - im pióra bardziej zużyte, tym piękniejsze i barwniejsze.

Ile razy widzę wróble na wyciągnięcie ręki, obiecuję sobie, że zamiast snuć się po cichych już w sierpniu lasach, mokradłach, śmietniskach itp. pójdę pod osiedlowy sklep, plac zabaw lub inne miejsce ulubione przez wróble. Kiedyś na pewno tak zrobię.

Wygenerowane przez JAlbum 8.12 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna