English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Strzyżyk Prev Next Slideshow

Strzyżyk - zadziorny maluch

      O strzyżyku słyszało wielu. Wielu jest też w stanie dodać do nazwy strzyżyk "wole oczko". Znacznie mniej osób wie nieco więcej o strzyżyku, a już bardzo niewielu - poza wszystkimi obserwatorami ptaków - może odpowiedzialnie stwierdzić, że widzieli strzyżyka. Jest to jednak ptak (powinienem raczej napisać "ptaszyneczka") tak wszędobylski, ruchliwy i hałaśliwy, że aż dziw, iż nie jest znany powszechnie. Można zrozumieć, że wielu nie jest w stanie odszukać w lesie zapamiętale śpiewającego strzyżyka, gdyż potęga jego głosu słyszalnego z odległości wielu set metrów nakazuje szukać czegoś znacznie większego niż ten malutki szaro-rudy sęczek na jakiejś gałązce. Tak pięknie (a zwłaszcza głośno) potrafi śpiewać zarówno pan jak i pani strzyżykowa, co czasem udowadniają w przekrzykującym się donośnym duecie. Czemu strzyżyk pozostaje niezauważony, gdy buszuje w poszukiwaniu pożywienia na dnie lasu, najczęściej wśród wykrotów, korzeni, czy stosów suchych gałęzi? Może dlatego, że jest bardzo ruchliwy i pokazuje się tylko przez chwilę, by w ułamku sekundy, chociaż bez nerwowego pośpiechu, zniknąć. Znikanie ułatwia mu również jego barwa i maskujący wzór, które znakomicie pasują do szarych i brązowawych barw suchych gałęzi, ziemi i korzeni. Gdy już jednak zrozumiemy, że ta "minimyszka" prześlizgująca się wśród chrustu, mchów i paproci jest ptakiem i gdy zdarzy mu się na chwilę przystanąć, nasze oczy robią się okrągłe ze zdumienia i wielkością niemal dorównują "ptaszysku", na które patrzymy. Ptaki nie mogą być tak małe! Niech sobie mysikrólik dzierży palmę "maleństwa", jednak to strzyżyk wydaje się najmniejszy. Króciutki, grubiutki, z małym zadartym na nasz widok ogonkiem, doskonale nadaje się na malutką, stabilną - bo krótką i przysadzistą - stylizowaną figurkę "niby-ptaka". Mimo swojej miniaturowości, w odróżnieniu od innych maleństw, np. od raniuszka, czy właśnie mysikrólika, strzyżyk nie uosabia delikatnej bezbronności. Jego mini-sylwetka to kwintesencja zadziorności, a przy tym - odwołując się do języka miłośników fitnessu - zadziorności nieźle "przypakowanej". W tym nabitym ciałku długości 9-10 cm (razem z 2,5 cm ogonkiem) potrafi zmieścić się nawet ponad dwa razy więcej masy niż w ciałku minimalnie tylko krótszego mysikrólika. Musimy przy tym pamiętać, że "dwa razy więcej" to nadal bardzo niewiele - maksymalnie 12, a najczęściej ok. 6 g.

     Za strzyżykiem - gdy już poznamy jego obyczaje - z pewnością będziemy rozglądać się bez zadzierania nosa. Najczęściej buszuje bowiem na parterze lasu, w gęstym poszycie. Tam też również gniazduje, choć nie zawsze. Najwyżej zbudowane strzyżykowe gniazdo znaleziono na drzewie, na wysokości 12 m. Gniazdo tej okrągłej ptasiej miniaturki również jest okrągłe. Ściślej rzecz biorąc jest to jajowata kula z bocznym otworem. Buduje je pan strzyżyk znosząc suche trawy, cieniutkie gałązki, korzonki, mech, pajęczyny i wysuszone listki. Co ciekawe, taka budowla, przypominająca nieco zielonawo-szary moherowy beret (nie mogłem sobie odmówić tego porównania), która może mieć nawet 20 cm wysokości, powstaje czasem w dwa dni (częściej w trzy). Jeszcze ciekawsze, że pan strzyżyk może jednocześnie prowadzić kilka takich wielkich budów. Gdy któryś z powstających "domów" spodoba się jakiejś pani strzyżykowej, to właśnie ona zajmuje się wymoszczeniem go piórkami, pajęczynami, włosiem. Pan strzyżyk szybko wówczas zadbawszy o przedłużenie gatunku bierze się do budowy następnej kuli (lub kończenia już wcześniej zaczętej kolejnej) i przyprawia o pociechy kolejną panią. Nie dziwota, że gniazdo pani strzyżykowa urządza po swojemu - panu strzyżykowi nic do tego. On tu nawet nie zagląda, żeby choćby podrzucić jej coś do jedzenia, albo przespać się w nocy. Nocuje "na budowie" innego, nieukończonego kulistego domu. Pani strzyżykowa musi sobie radzić sama przez cały czas wysiadywania 5-7 jajeczek (14-16 dni), które wcale nie są aż tak miniaturowe (ponad 16-mm długości). Sama musi sobie radzić również na początek z karmieniem strzyżątek, które opuszczają gniazdo po 15-16 dniach. Dopiero po pewnym czasie pan strzyżyk może zdecydować się, żeby ją wesprzeć. Trudno mu się dziwić, że nie robi tego zawsze. Pani strzyżykowa radzi sobie znakomicie bez niego, a on w tym czasie - ku chwale strzyżykowego rodu - może przysparzać pociech kolejnej pani. Holenderscy badacze wypatrzyli rekordzistę, który w ciągu jednego sezonu lęgowego (u strzyżyków sezon może zacząć się już w marcu, a potrafi trwać do sierpnia), zbudował 12 gniazd, w których miał 3 równolegle funkcjonujące rodzinki, które zresztą nie poprzestały na jednym lęgu. Regułą jest bowiem, że jeden lęg w roku nie wyczerpuje sił i możliwości państwa strzyżykostwa i wówczas pojawia się kolejne pokolenie strzyżątek, przy którego wychowaniu panią strzyżykową mogą wspierać również jej starsze (o 2 miesiące dzieci) z pierwszego lęgu/małżeństwa. Ile w tym czasie "namłócą" drobnych owadów, pająków, różnych (również wodnych) żyjątek - trudno by zliczyć. Niezbędne jest do tego całkiem pokaźne terytorium łowieckie, którego zadziorny strzyżyk i jedna z jego nieodróżnialnych partnerek zawzięcie bronią.

     Gdy nadchodzi jesień, nasze strzyżyki ruszają do nieco tylko cieplejszych i nieodległych krajów. To chyba najlepszy czas dla tych, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać się z tymi krągłymi zawadiackimi stworkami. Jeśli z krzaków, dobiega nas suchy terkot, którego nie słyszeliśmy tu wcześniej, a nie mignie nam przed oczami ruda plama piersi rudzika (on terkocze bardzo podobnie, a wypatrzeć go prościej, bo większy), wówczas przyjrzyjmy się uważnie, za chwilę zauważymy wśród gałęzi ruch malutkiego stworzonka. Nie miejmy "diagnostycznych obaw" - to właśnie strzyżyk w osóbce własnej.

     Część strzyżyków próbuje pozostać na zimę w Polsce i wziąć się za bary z mrozem. Zazwyczaj nie jest to dobry pomysł i może źle się skończyć. W takich sytuacjach przydają się słynne strzyżykowe noclegowiska, czyli np. dziuple, w których gromadzi się i ściśle do siebie przywiera więcej tych miniaturowych napuszonych kulek - niekiedy nawet kilkadziesiąt i więcej. Szanse na przetrwanie tych, które śpią w środku puszystej kuli znacznie wówczas wzrastają.

     Wczesną wiosną, stosunkowo cichy jeszcze las znów zacznie rozbrzmiewać perlistymi trylami i suchymi terkotami. Teraz już bez problemu wypatrzymy malutkich, starych, jesiennych znajomych.


Wygenerowane przez JAlbum 10 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna