English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Śnieguła Prev Next Slideshow

Słów kilka o śniegule


      Pięknego, mroźnego poranka w ostatnich dniach października, daremnie wypatrując gęsi na tafli wypełnionego wodą Zbiornika Mietkowskiego niedaleko Kątów Wrocławskich, kątem oka dostrzegłem na kamienistej plaży ptasi ruch. Okoliczności miejsca i charakter samego ruchu spowodowały, że pierwsze skojarzenie natychmiast zasugerowało mi pliszkę: "coś przemieszczającego się pomiędzy kamykami gwałtownymi seriami krótkich truchcików". Oderwawszy oko od wycelowanej w wodę lunety natychmiast zganiłem moje pierwsze skojarzenie. Jakże to sugerować takie głupstwa. Ptak, który przemieszczał się w odległości kilkunastu metrów w niczym już nie przypominał pliszki. W generalnym odczuciu barwnym był rudawy, a po dokładniejszym przyjrzeniu się okazywał się biało-czarny z licznymi rdzawymi cętkami i plamami. Na żwirowato-kamienistym podłożu łatwo umykał wzrokowi i co chwilę trzeba było ponownej koncentracji, by wyszukać go wśród kamyków. Jego barwy ochronne okazały się jednak niczym, w porównaniu ze strojem drugiego ptaka, który ujawnił się po chwili w tym samym miejscu. Samiczka (jak podejrzewam - choć nie wiem jak o tej porze roku wyglądałby tegoroczny młodzieniec), sprawiała wrażenie znacznie bardziej "zardzewiałej", a gdy tylko zamierała w bezruchu całkowicie stapiała się z otoczeniem. Oba ptaki zaprezentowały się natomiast z zupełnie innej strony w locie. W trakcie kilku krótkich przelotów zobaczyłem wspaniale białe stworzenia z nielicznymi ciemniejszymi elementami.

      Dane mi było już spotkać takiego ptaka w Warszawie, w zamierzchłych latach XX wieku, ale był to wówczas krótki kontakt wzrokowy, który pozwolił jedynie na oznaczenie gatunku - śnieguła (!). Tym razem mogłem się napatrzeć na to, co mieszkańcy polskiego Pomorza, zwłaszcza Zachodniego mają na co dzień od października do kwietnia. Umówmy się, że mieszkańcy pozostałej części zachodu Polski mają śniegułę na co drugi dzień, a wszyscy pozostali "mając śniegułę" radują się ze spotkania z rzadkim zimowym gościem. Co ciekawe, polscy naukowcy badający na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. w jakich ptakach gustują podwrocławskie srokosze, wśród resztek styczniowej uczty natrafili również na śniegułę.

      Napawając się miłym widokiem nie mogłem się nadziwić sylwetce tych ptaków, które wielkością, grubymi i krótkimi (żółtymi) ziarnojadzimi dziobami oraz ogólnym wrażeniem sugerowałyby trznadla. Sugerowałby, gdyby nie fakt, że sylwetka śnieguły przypomina rozdepniętego trznadla. Oba obserwowane ptaki, tak podczas krótkich, szybkich, seryjnych przemarszów, spokojnego żerowania, jak i w chwilach odpoczynku niemal przywierały brzuchami do ziemi, a wrażenie to potęgowały albo bardzo szeroko rozstawione barki, albo po prostu nieco opuszczone ku ziemi skrzydła. W opisach śnieguł wspomina się często, że zimowe stadka (w niektórych krajach bywają to stadka liczące i po tysiąc ptaków) żerując przemieszczają się szybko na piechotę, a ostatnie ptaki w stadku, "żeby nie zgubić się", przelatują nad pozostałymi i stają się pierwszymi. Ponieważ proces ten jest ciągły, żerujące śnieguły wyglądają jak spory, toczący się ptasi kłąb. Mając do czynienia z dwoma tylko osobnikami, nie mogłem podpatrzeć tego spektaklu.

      Wśród małych ptaków, które lud nazywa często wróblakami, daremnie by szukać takiego, który odważyłby się gniazdować dalej na północ niż śnieguła. Obszar podbiegunowy nie jest pojęciem geograficzno-meteorologicznym, które mroziłoby krew w żyłach bohaterki naszej opowieści. Śnieguła, którą zoologiczni systematycy lubili lokować między trznadlami, a "ostatecznie" ponoć dołączyli do poświerk, jest tym pierzastym stworzeniem śpiewającym, któremu aż tak mroźne powiewy nie są straszne. W nieprzyjaznych, północnych stronach można też spotkać inne ptaki, ale śnieguła pewnie wolałaby, aby do takich spotkań dochodziło jak najrzadziej. Dość powiedzieć, że śnieguła, poświerka, białorzytka i czeczotka stanowią ponad 80% diety białozora - największego spośród sokołów, który tak jak i one gustuje w rześkiej aurze.

      Żeby zrozumieć hart ducha (i drobnego ptasiego ciała), wyobraźmy sobie bezludną, bezdrzewną i "bezkrzewną" krainę usypaną kamieniami i skałkami, smaganą mroźnymi powiewami wiatru. Jeśli mało nam dotkliwie przejmującego chłodu, przenieśmy się na brzegi północnych rzek lub lodowate morskie wybrzeże. To jest właśnie ojczyzna śnieguł.

      Tam właśnie, już z początkiem kwietnia wracają z ciepłych krajów (np. z Polski) panowie śniegułowie i szybko zaczynają poszukiwać miejsc na gniazda. Wprawdzie na najdalszej północy konkurencję stanowią wyłącznie inni śniegułowie, jednak o odpowiednie miejsca nie jest łatwo. Dodatkowo trzeba już ćwiczyć głos, co przynosi radość polarnikom, którzy zimowali w tych stronach, ale z pewnością powinno być szkodliwe dla zdrowia śpiewaka, gdyż temperatury -25, czy -30 stopni nie należą do rzadkości.

      Panie śnieguły dołączają do panów dopiero w maju (4-6 tygodni później) i zaczynają nasłuchiwać, który samczy głos jest najbardziej uwodzicielski. Naukowcy próbowali ustalić cóż urzeka panny śniegułówny. Na razie nie mają wątpliwości, że istotna jest długość piosenki. Spierają się natomiast, czy ma znaczenie stopień złożoności śpiewu. Jedyne, co w tej kwestii ustalili, to stwierdzenie, że "stopień złożoności śpiewu" musi być precyzyjniej zdefiniowany. Korzystając z faktu, że "najpółnocniejsze" śnieguły nie mają w swoim otoczeniu żadnych innych śpiewaków, naukowcy postanowili przy okazji sprawdzić teorię mówiącą, że w takich warunkach poszczególne ptaki mogą rozwijać swój indywidualny talent i że piosenka każdego z nich może być bardzo odmienna od pozostałych. Po porównaniu pieśni z północy, z pieśniami śnieguł żyjących nieco bardziej na południe, w towarzystwie innych ptaków śpiewających, okazało się, że różnic albo nie ma, albo człowiek nie jest ich w stanie pojąć.

      Monogamiczne pary tworzone przez czarno-białego pana śniegułę (w szacie godowej) i jego lekko rdzewiejącą, szaro-białą oblubienicę, zajmują szparę pomiędzy dwoma kamieniami, które spotkały się w bezkresnej i bezdrzewnej tundrze, skalne mini-rozpadlisko lub szczelinę w kamiennej ścianie rzadkiego w tych stronach ludzkiego, zamieszkanego lub opuszczonego, domostwa. Nie mają również oporów, żeby zamieszkać w podsuniętych im przez człowieka skrzynkach lęgowych. Swoje rodzinne gniazdo budują z traw, mchów, porostów i wymoszczają je drobnymi źdźbłami traw, pierzem i włosiem. Nie wdawajmy się tym miejscu w dyskusję na temat ról w związku damsko-męskim. Faktem jest (tak twierdzą ptakolodzy), że pan śnieguła nie przeszkadza w budowie gniazda, a pani śnieguła radzi sobie bez jego pomocy znakomicie. Nie wiadomo, czy konstrukcja gniazda zbudowanego przez niewiastę okazałaby się bardzo trwała. Nie da się tego sprawdzić, gdyż śniegułowie tylko raz w roku decydują się na przedłużanie gatunku. Z tego przedłużania w gnieździe ląduje zazwyczaj od 4 do 6 jaj. Na zielonkawym, niebieskawym, żółtawym (rzadziej), żółtawo-brązowawym lub czerwonawym tle jajecznej skorupki, porozrzucane są czerwone lub purpurowe, nieregularne plamki, zagęszczające się w miarę zbliżania do tępego końca jaja. Plamki mogą być też fioletowawe lub brązowawe. Wielbicielom precyzyjnych faktów z pewnością przyda się informacja, że przeciętne śniegułowe jajo waży 4,00 g, a w pojedynczym lęgu może zdarzyć się nawet 8-9 sztuk. Czasami jest to efektem podrzucenia do gniazda jajek innej śnieguły (najczęściej "panny z dziećmi/jajami"). Gwoli ścisłości przeciętna skorupka jaja waży 0,172 g (że też chce się ludziom robić takie małe wydmuszki).

      Gdy jajka pojawią się w gnieździe, odpowiedzialność za ich ogrzewanie przejmuje - "dla odmiany" - pani śniegułowa. Siedzi na nich przykładnie przez 10-15 dni. Nie musi obawiać się o niedożywienie, gdyż samczyk konsekwentnie i regularnie karmi ją w gnieździe. Niektórzy skandynawscy badacze śnieguł twierdzą, że z tą damską, macierzyńską martyrologią to nie do końca prawda. Ponoć posiadają dowody, że panowie zmieniają swoje żony i przejmują tacierzyńskie obowiązki. Z pewnością przez 10-12 dni po opuszczeniu gniazda o zaprowiantowanie śniegulątek dbają oboje rodzice.

      Wiedza na temat menu śnieguł jest całkiem niezła, chociaż najczęściej sprowadza się do oczywistych uogólnień (popartych żmudnymi i precyzyjnymi badaniami): latem podstawą diety są owady i to owady dwuskrzydłe. Urozmaiceniem są nasiona brzóz i traw. Zimą przeważają nasiona chwastów, traw i drobne bezkręgowce. Amerykanie twierdzą, że ich śnieguły, pasące się na plażach, chętnie dorzucają do swojego jadłospisu małe skorupiaki. Pewne jest, że pisklętom i młodocianym śniegułom karmionym w gnieździe nie jest dane próbować innego pokarmu niż "bezkręgowo-zwierzęcego". Co ciekawe, temperatura otoczenia waha się w zakresie 0-5 stopni C, a im jest niższa, tym częściej rodzice muszą napełniać szybciej głodniejące w tych warunkach maluchy.

      Na naszej - najlepszej z możliwych - półkul świata ptasi obyczaj i pokarmowo-klimatyczna rzeczywistość najczęściej nakazuje odbycie corocznych wędrówek. W ich czasie śnieguła kieruje się, przede wszystkim, podobnie jak większość ptaków, na południe. Przyczyny możemy łatwo wyśledzić na mapach, na których meteorolodzy wykreślili izotermy. Śnieguła potrafi jednak zakłócić nasze czarno-białe / północno-południowe pojmowanie świata. Ptaki obrączkowane na lęgowiskach na Grenlandii stwierdzano bowiem zarówno w Kanadzie (te o bardziej zachodnim nastawieniu) jak i na wschodzie Europy. Ptaki z zimowiska na Spitsbergenie stwierdzano później w Archangielsku, a zimujące w Belgii wracały na lęgowiska do Norwegii, natomiast te, dla których ciepłym krajem była Holandia, odnalazły się później na Islandii. Żeby obraz nie był "tak prosty" część ptaków zimuje na przemian w północnej Europie i w północnej Ameryce. Zdarza się też tak, jak lubimy najbardziej, bo odpowiada to naszym wyobrażeniom o tym gdzie jest zimno, a gdzie są ciepłe kraje: śnieguły lecą ze Skandynawii, przez Wyspy Brytyjskie i południe Europy (np. Włochy) do północnej Afryki.

      Zsumowane stwierdzenia śnieguł w Polsce (od czasów gdy zaczęto je liczyć) dają imponujące liczby, które wkrótce będą mierzone w setkach tysięcy. Dla mnie spotkanie ze śniegułą to ciągle bardzo radosne i ciekawe wydarzenie, zwłaszcza, że przybysze z bezludnej północy nie wiedzą, że człowiek i towarzyszące mu czworonogi mogą być przyczyną wielu groźnych wydarzeń. Pozwalają w związku z tym na długie obserwacje z niedługiego dystansu, w otwartym terenie, gdzie widoku nie zasłaniają drzewa i krzewy, które są dla śnieguł nieznanym, obcym środowiskiem. Ośnieżone pole, plaża, brzeg rzeki lub zbiornika wodnego to miejsca gdzie najpewniej możemy oczekiwać spotkania z tymi sympatycznymi gośćmi z północy, bawiącymi na wakacjach w ciepłym, południowym kraju - Lechistanie.

Wygenerowane przez JAlbum 8.12 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna