English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Słowik szary Prev Next Slideshow

Inne ptasie opowieści Słowik szary - czyli: co wolno poecie

         Nie ma w Europie, a właściwie w Palearktyce, drugiego takiego ptaka, któremu poeci poświęciliby tyle strof. Nie ma też takiego, którego przymioty opiewaliby tak często i stawiali człowiekowi jako wzór. Owszem, nieraz czytaliśmy o sokolim oku i wzroku, o kruczej czerni i sowiej mądrości, o gołębim sercu... Czytaliśmy nawet o łabędzim śpiewie, ale w tym wypadku twórców chyba zbyt poniosła fantazja. Jeśli bowiem chodzi o śpiew i głos, to niezaprzeczenie, niepodważalnie i niezagrożenie króluje słowik. Bądźmy sprawiedliwi - tę ugruntowaną poetycką sławę zaskarbił sobie nie tylko słowik szary. Dobrego głosu w europejskiej poezji dorobili się do spółki z kuzynem - słowikiem rdzawym, który śpiewa na tyle podobnie, że niewprawne ucho nie jest ich w stanie odróżnić, a zaręczam, że i wprawnemu zdarzają się pomyłki.

         Dzisiaj przyjrzyjmy się na ile ci, którzy "wycierają sobie słowikiem... pióro" mają świadomość, kto jest bohaterem ich wierszy. W tym celu sięgniemy po przykład powszechnie znany. Któż bowiem nie zna "Spóźnionego słowika" Juliana Tuwima?

     Spóźniony słowik

Highslide JS
Ilustracja:
Agencja Wydawnicza Liwona. Z serii: "Klasyka wierszyka"

     Płacze pani Słowikowa w gniazdku na akacji,
     Bo pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji,
     Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma,
     A już jest po jedenastej - i Słowika nie ma!

     Wszystko stygnie: zupka z muszek na wieczornej rosie,
     Sześć komarów nadziewanych w konwaliowym sosie,
     Motyl z rożna, przyprawiony gęstym cieniem z lasku,
     A na deser - tort z wietrzyka w księżycowym blasku.

     Może mu się co zdarzyło? może go napadli?
     Szare piórka oskubali, srebry głosik skradli?
     To przez zazdrość! To skowronek z bandą skowroniątek!
     Piórka - głupstwo, bo odrosną, ale głos - majątek!

     Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...
     Gdzieś ty latał? Gdzieś ty fruwał? Przecież ja tu płaczę!
     A pan Słowik słodko ćwierka: "Wybacz, moje złoto,
     Ale wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!"

         Błyskotliwa poetycka miniaturka - ponoć dla dzieci. My tego "Słowika" znamy, ale sprawdźmy, co Tuwim wiedział o słowiku z krwi i kości (tudzież piór).

         Pierwsza trudność pojawia się przy ustaleniu, o którym słowiku mowa. Czy urzekł go słowik szary, czy rdzawy. Z życiorysu poety wynika, że przed napisaniem wiersza los rzucał go po Polsce i "bliskiej zagranicy": Warszawa, Łódź, niemiecki wówczas Wrocław. Mógł zatem spotykać na swojej drodze zarówno słowika szarego, jak i rdzawego. Który zatem ze słowików kląskał mu wieczorami (choć wiemy, że ci obaj wspaniali śpiewacy potrafią niestrudzenie kląskać również za dnia)? Po uważnej lekturze z dużym prawdopodobieństwem prawidłowo oznaczymy gatunek: "szare piórka oskubali" - SZARE! nie rude! Gwoli ścisłości musimy przyznać, że nieco rdzawości bez trudu wypatrzymy i u słowika szarego, ale szary jest "szarszy".

         Skoro już ustaliliśmy, kogo Tuwim wybrał na bohatera wiersza, wróćmy do tekstu i sprawdźmy ile razy autorowi udało się nie zgrzeszyć przeciw wiedzy ornitologicznej.

         Ruszamy zatem od początku: "Płacze pani Słowikowa". Prawda, czy fałsz? Pani Słowikowa odzywa się rzadko, a już z całą pewnością nie odzywa się przebywając w gnieździe. Wspaniałym śpiewakiem jest pan Słowik, który po powrocie z ciepłych krajów natychmiast zajmuje terytorium, ale z początku okupuje je w milczeniu. Dopiero gdy kilka dni później nadlecą panie, zaczyna wyśpiewywać "miłosne kawałki" i zawracać im w małych ptasich główkach, ozdobionych wielkimi ciemnymi oczkami, które natura zapomniała wcisnąć głębiej w oczodoły, przez co wyglądają na doklejone, czarne (w rzeczywistości brązowe) perełki. Gdy już uda się panu Słowikowi przekonać do siebie jakąś "szarogłowę" i przyprawić ją o 4-6 jajek, śpiewa sobie w pobliżu gniazda. Jednak i on zwolna cichnie, gdy po 13-14 dniach od złożenia jajek pojawiają się w gnieździe pisklęta. Po ich wyjściu ze skorupek na świat, oboje państwo Słowikowie milkną, a co ciekawe milczą jak zaklęte - również w czasie karmienia - ich pociechy.

Highslide JS

         Idźmy dalej: "w gniazdku na akacji"? Chyba jednak nie. Słowiki (a tak naprawdę pani Słowikowa) zazwyczaj budują swoje gniazdo na ziemi. Ze zbieranych wokół zeszłorocznych, suchych liści przez 5-6 dni pani Słowikowa tworzy głęboką kotlinkę, którą wyścieła drobniejszymi listkami, korzonkami, mchem i sierścią, albo porostami. Całość dobrze ukrywa pod osłoną krzaków i bylin. Zdarza się, że gniazdo powstaje na krzaku lub "okrzaczonym" drzewku (do wysokości 1,5 m nad ziemią), ale trudno uwierzyć, że wybór padłby na akację (robinię akacjową), której nasze ptaki raczej unikają jako domostwa. Akacja byłaby o tej porze roku jeszcze zbyt "łysa" (nieuliściona) gdy tymczasem państwo Słowikowie muszą już szybko myśleć o przedłużaniu gatunku. Przylatują bowiem późno - najczęściej dopiero w pierwszej połowie maja, a już w sierpniu muszą wracać do dalekich ciepłych krajów, położonych we wschodniej Afryce, na południe od równika, aż po RPA. Poza tymi argumentami trzeba zauważyć, że państwo Słowikowie gustują w liściastych, wilgotnych lasach - często w wierzbowych łęgach, a nie są to tereny, w których gustowałyby robinie akacjowe.

          "Pan Słowik przed dziewiątą miał być na kolacji". To wątpliwe. Pan Słowik stołuje się poza domem i wspólne kolacje z panią Słowikową nie wydają się prawdopodobne. Co więcej nie bardzo go interesuje, co będzie jadła na kolację pani Słowikowa, którą zostawił w gnieździe na jajkach. Ona sama, pilnując żeby nie przeziębić jajek, musi zatroszczyć się o własne śniadanie, obiad i kolację.

          "Tak się godzin wyznaczonych pilnie zawsze trzyma". To wyidealizowany obraz małżonka. Pan Słowik jest bardzo niezależny i niewiele czasu poświęca pani Słowikowej. Nie ma zresztą zbyt wiele czasu, bo całymi nocami, a nierzadko i w ciągu dnia (zwłaszcza pochmurnego) musi wyśpiewywać pieśń, której słowa mówią o tym, co zrobi innym panom Słowikom, gdy zbliżą się do jego terytorium. To terytorium nie musi skądinąd być bardzo wielkie i zdarzają się przypadki, gdy w odległości 75 m od jednego śpiewającego pana Słowika siedzi drugi i wyśpiewuje swoją pieśń, z bardzo podobnym tekstem, choć najczęściej o innej, równie pięknej i równie słowiczej melodii.

         Zupełnie prawdopodobne jest menu wyliczone w drugiej strofie wiersza. I muszki, i komary, i motyl, a czasem dodatkowo coś bardziej konkretnego (chciałoby się rzec "na ząb") w postaci twardziutkiego chrząszczyka. Nie bardzo wiadomo jak wygląda "tort z wietrzyka w księżycowym blasku", ale wszyscy, którzy przysłuchiwali się nocnym koncertom słowików, wiedzą jak taki tort smakuje.

Highslide JS
Pani Słowikowa poskąpiła nieco witamin. Ich ślad odnajdujemy wprawdzie w "konwaliowym sosie", ale to chyba zbyt mało, bo Słowikowie chętnie urozmaicają swoją mięsną dietę zieleninką.

          "Może mu się co zdarzyło? może go napadli". Obawy pani Słowikowej są całkiem uzasadnione. Tak jak i inne ptaki gniazdujące na ziemi pan Słowik jest narażony na wiele niebezpieczeństw. Słowicza młodzież, żeby nie dać się zjeść w gnieździe, opuszcza je po 11-12 dniach, gdy jeszcze nie umie latać. Po czterech następnych dniach latać już umieją, ale mają jeszcze kłopoty ze sterowaniem, bo sterówki w ogonkach są dopiero na początku drogi do pełnej długości.

          "Szare piórka oskubali". Oskubywanie z szarych piórek najczęściej kojarzy nam się z wpadnięciem w szpony np. krogulca. W wypadku Słowika to nie jest częsty, choć niewykluczony przypadek. Krogulec, mimo że potrafi niewiarygodnie sprawnie i szybko manewrować lecąc między gałęziami, najczęściej traci szansę na smaczny ptasi kąsek, gdy temu uda się zanurkować w głąb krzaka, a Słowik tam właśnie chętnie przebywa.

          "Srebrny głosik skradli, To przez zazdrość!" To absolutnie prawdopodobne. Słowikowi szaremu można pozazdrościć jego wspaniałego, słodkiego, ale srebrzyście skrzącego się głosu. Dla wielu miłośników słowiczych koncertów lepszym śpiewakiem jest słowik rdzawy. To nierozstrzygalny spór, bowiem nie można odwołać się do jakichkolwiek obiektywnych i mierzalnych kryteriów. Słowik szary nie potrafi wprawdzie tak płynnie jak rdzawy prowadzić linii melodycznej swoich niekończących się pieśni, ale za to dysponuje niezwykłą czystością frazy i niewiarygodną potęgą głosu. Pamiętam czasy, kiedy w paru mizernych krzakach wielkiego warszawskiego blokowiska, przez kilka lat z rzędu wyśpiewywał swoje trele słowik szary i całe osiedle nie mówiło o niczym innym, tylko o tym, cóż to za ptak może śpiewać tak głośno, że aż szyby drżą w oknach. Trzeba przy tym zauważyć, że śpiew słowika jest jednym z tych nielicznych (poza śpiewem kukułki), który sporo ludzi potrafi rozpoznać, mimo że słowika nigdy w życiu nie widzieli i zapewne nie zobaczą.

          "To skowronek z bandą skowroniątek". Tu należy ostro zaprotestować - to bezpodstawne pomówienie Bogu ducha winnego skowronka i jego rodziny.

Highslide JS
Wprawdzie bardzo często możemy usłyszeć słowika i skowronka niemal w tym samym miejscu, ale nigdy nie wchodzą w sobie w drogę. Słowik woli pewne schronienie w kępie krzewów, skowronek boi się zagrożeń czających się w krzakach i woli otwarte przestrzenie łąk i pól. Jeden woli śpiewać nocami, drugi gdy słońce wzniesie się nad horyzont. Nie przez przypadek szekspirowska Julia (ta od Romea) przeciwstawia słowika skowronkowi:

        "Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski,
         Słowik to, a nie skowronek się zrywa
         I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje.
         Co noc on śpiewa owdzie na gałązce".

         Zmierzajmy do końca: "Nagle zjawia się pan Słowik, poświstuje, skacze...". To częściowo wiarygodna relacja. Pan Słowik może sobie nucić jakąś melodyjkę, ale w tym czasie nie skacze, tylko spokojnie siedzi na gałęzi. Skacze wówczas, gdy chwyta na ziemi zdobycz. Może ją upolować także na źdźbłach, gałązkach i liściach, nierzadko podfruwając za uciekającym owadem, w sposób, który częściej - bo łatwiej - można zaobserwować u polujących pliszek.

          "Wieczór taki piękny, że szedłem piechotą!" - to brzmi dosyć wiarygodnie. Słowiki często myszkują na dnie lasu, gdzie zaopatrują się w pożywienie. Trudno jednak uwierzyć, że pan Słowik robił to o zmierzchu, czy wręcz po zmroku. O tej porze pani Słowikowa ogrzewa przyszłość słowiczego rodu zapuszkowaną w jajkach, a pan Słowik śpiewa, a nie myszkuje. Gdy jest jaśniej i gdy rzeczywiście myszkuje, robi to znacznie dyskretniej i ciszej niż np. bardzo hałaśliwe w takich akcjach kosy.


         Ta krótka analiza faktograficzna nie pozwala na jednoznaczne przesądzenie, czy Julian Tuwim napisał pięknie, czy też dodatkowo wiedział, o czym pisze. Uznajmy jednak, że jako znany miłośnik zwierząt (nie wszyscy pewnie wiedzą np. że hodował węże) dobrze znał słowiki, a pewne nieścisłości to "licentia poetica w czystej postaci.



Up Ptaki » Pokrewne » Słowik szary Prev Next Slideshow

Wygenerowane przez JAlbum 10.3.1 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna