English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Raniuszek Prev Next Slideshow

Mały biały duszek
      Gdy zapytamy przeciętnego Polaka, jakie ptaki - dziko żyjące w Polsce - jest w stanie wymienić, najpierw zobaczymy w jego oczach lekką panikę, a potem uspokojenie i usłyszymy: wróbel, bocian, jaskółka, kaczka, łabędź, gołąb, szpak, sikorka... Potem nadejdzie chwila zastanowienia. Mamy szansę usłyszeć jeszcze o orłach i jastrzębiach (o sokołach już rzadziej, chociaż każdy słyszał "W stepie szerokim, którego okiem, nawet sokolim nie zmierzysz...", o rybitwach zwanych mewami (i odwrotnie), o wronach i srokach: "Panie! ileż to ich teraz w miastach!", pewnie również o krukach (chociaż ankietowany nie będzie wiedział czym różnią się od gawrona, o którym zapomniał).

      Nie próbujmy podpowiadać nazwy raniuszek - nikt o "czymś" takim nie słyszał. To zaskakujące, że ptak, który występuje w całym kraju (do wysokości 1400 m npm. a w Szwajcarii nawet do 1800 m), miejscami jako gatunek średnio liczny i zdecydowanie prześliczny, jest zupełnie nieznany Polakom. Pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że raniuszek lubi zadrzewienia (najlepiej liściaste) o bogatym podszycie, gdzie zapuszczają się chyba tylko najbardziej zawzięci grzybiarze. Oni z kolei nie mają czasu by odrywać wzrok od ziemi, chyba że wybrali się na opieńki. Tym sposobem raniuszka przegapiają ci ostatni, potencjalni polscy obserwatorzy.

      Jeśli na chwilę oderwiemy się od naszej, polskiej ziemi, to szybko stracimy orientację gdzie takiego raniuszka szukać. Wprawdzie Anglicy i Niemcy podpowiedzieliby, że w miejscach podobnych jak w Polsce, najlepiej w podmokłej okolicy na obrzeżach lasów o bogatym podszycie, obfitujących w dęby, jesiony i klony. Natychmiast jednak zaprzeczą im belgijscy ornitolodzy, którzy zasugerują, żebyśmy wybrali się do parku, ogrodu lub na cmentarz, gdzie raniuszki zaanektowały dekoracyjne drzewa i kolczaste krzewy z "kultowym" ponoć wśród belgijskich raniuszków świerkiem sitkajskim (mam nadzieję, że nie jest to nazwa obraźliwa). Podobnego zdania są Szwajcarzy: "parki i ogrody!". Badacze z Rosji, z kolei nie są już tak ortodoksyjni, jeśli chodzi o liściastość raniuszkowego lasu. Twierdzą, że wprawdzie lepiej byłoby, gdyby las był jeśli nie liściasty, to przynajmniej mieszany, ale że w podszycie na obrzeżu lasu iglastego raniuszek też się wychowa na porządnego ptaka. Z kolei Hiszpanie usłyszawszy wszystkie te brednie zakrzykną: "tylko nasz las dębowy!"

      Przytłaczająca większość Polaków nie wie zatem, co traci! Wyobraźmy sobie bowiem mały, krąglutki kłębek bieluteńkiej waty o średnicy 5-6 cm, osadzony na długim (7-9 cm) patyczku. Do kłębka przymocowane są dwa okrągłe, połyskujące, czarniuteńkie paciorki - oczka i pośrodku jeszcze jeden trójkątny paciorek, nieco spłaszczony i zaostrzony. Razem tworzą na białym tle sympatyczny, zdziwiony uśmieszek. W ten nieskomplikowany sposób odmalowaliśmy sobie obraz raniuszka.

      Na południu Europy, ale również na południu Polski (pod koniec października miałem okazję sprawdzić to we Wrocławiu) obok naszego białego raniuszka możemy spotkać również raniuszka czarnobrewego. Jeśli spojrzeć na niego en face, to nieodparcie nasunie się nam skojarzenie z malutkim borsuczkiem, z jego białą mordką i dwoma czarnymi pasami zmierzającymi od nosa/dzioba w kierunku uszu. Raniuszek czarnobrewy, co można zobaczyć zarówno na zdjęciach pochodzących z Serbii (gdzie czerni jakby więcej), jak i z Wrocławia, to także bardzo piękne stworzenie, ale bądźmy szczerzy - czarne brwi odbierają jego obliczu nieco sympatycznej, dziecięcej naiwności.

      Kiedy nagle znajdziemy się w samym centrum stadka poruszającego się w totalnym bezładzie jeśli chodzi o kierunek ruchu każdej biało-srokatej kulki, pozycję mini-ciałka: wiszenie do góry nogami, na boku, na jednej nóżce, zawisanie na trzepoczących małych skrzydełkach koło gałązki ze smacznym pająkiem... zastanawiamy się, skąd się te sympatyczne istotki wzięły?!

      Nawet ci szczęśliwcy, którzy znają i spotykają raniuszki, widują je wyłącznie w postaci stada małych rozgadanych kulek na patyczkach, nagle i nieoczekiwanie opadających drzewo lub krzak, by po 2-3 minutach przypuścić "szturm" na kolejne - czasem bardzo odległe - drzewo, by po 2-3 minutach... i tak dalej... Raniuszki poza stadem widujemy bardzo rzadko. Ich stadna natura powoduje, że nawet w okresie lęgów o swoje terytoria walczą bardzo rzadko. Zdarzały się gniazda położone w odległości około 20 m jedno od drugiego - co i tak nie wywoływało konfliktów między sąsiadami. Wszystkowiedzący badacze zapewniają, że jeżeli dwaj raniuszkowie wzięli się za swoje krągłe łebki, to z pewnością nie poszło im o miedzę, lecz o babę. Potrafią się bowiem czubić o swoją oblubienicę również z dala od własnych domów, na terytorium jeszcze innej pary.

      Stadka raniuszków, które pojawiają się po zakończeniu drugich lęgów (najczęściej wyprowadzanych w czerwcu) składają się z rodziców i potomstwa, dzieci z wcześniejszego lęgu, oraz wszystkich dodatkowych dorosłych raniuszków, które przyczyniły się do sukcesu lęgu. Skład stada, które liczy od kilku do kilkunastu, rzadziej kilkudziesięciu, a zupełnie wyjątkowo do kilkuset pierzastych kulek, pozostaje stały do kolejnego sezonu lęgowego. Zmiany polegają na nieszczęśliwych ubytkach losowych.

      Stada zajmują "terytoria zimowe", których granic potrafią zdecydowanie bronić przed innymi, raniuszkowymi stadami, chociaż okazje do zwady nie są zbyt częste. Badacze usiłowali stwierdzić jak duże są poszczególne terytoria. Na razie doszli do wniosku, że im większe stado, tym większe terytorium. Zbadali natomiast gęstość jesiennego raniuszkowego "zaludnienia" lasu liściastego. Dla przykładu, w Anglii wynosiła 61 ptaków na km2 w październiku i 31 w marcu. Dla odmiany np. Japończycy naliczyli w zimie 30-140 raniuszków na km2

      Raniuszkowe pary są sobie wierne. Nie udało się jednak dotąd stwierdzić, czy gwarancja wierności jest bezterminowa, czy obejmuje wyłącznie okres lęgowy (zakładając, że jakaś losowa tragedia nie zabierze jednego z małżonków). Z pewnością natomiast warunki małżeństwa obejmują: wspólne wybudowanie gniazda, i wspólne wychowywanie młodych. Do wychowywania nie zalicza się okres 13-dniowego wysiadywania jajek. Ten "przywilej" przypada niemal wyłącznie pani raniuszkowej.

      Powszechnie znany jest sympatyczny obyczaj wspierania rodziców wychowujących młode przez inne raniuszki. Zjawisko to spotykamy u różnych zwierząt, choćby człekokształtnych. Każdy zapewne widział na szklanym ekranie sceny, kiedy wokół karmiącej mamy-małpy zbiera się - w kolejce - stado sióstr, czy ciotek, aby "pobawić się w mamę". Raniuszkowa pomoc rodzicom wygląda jednak zupełnie inaczej. Cierpliwi angielscy badacze obserwując kiedyś 11 gniazd raniuszków stwierdzili, że tylko w jednym z nich rodzice zostali pozostawieni samym sobie. W dziesięciu pozostałych byli wspierani przez inne raniuszki (jedna z rodzin miała 8-raniuszkową asystę). Co najciekawsze, wśród "opiekunek do dzieci", tylko bardzo nieliczne były samiczkami. Wszystkie pozostałe, "jedna w jedną", to chłopcy. Niemal wszyscy pomocnicy pochodzili z tego samego "terytorium zimowego" i wcześniej utracili własny lęg. Dzięki ich pomocy natomiast, lęgi we wspomaganych gniazdach udały się znakomicie.

      Praktyczni Anglicy tłumaczą sobie (i nam przy okazji), że te macierzyńskie zachowania niedoszłych ojców biorą się z jednej strony z dbałości o cały raniuszkowy ród, ale z drugiej są spowodowane faktem, że panowie raniuszkowie nie mogą pokazać się na innym "terytorium zimowym", gdyż zostaliby stamtąd bezlitośnie przepędzeni przez tamtejszych panów raniuszków. Inaczej jest z paniami. Po utracie lęgu mogą lecieć gdzie chcą i są przyjmowane z "otwartymi skrzydłami" również przez sąsiedzkie raniuszkowe klany, w których szybko znajdują nowych partnerów. Niedoszli ojcowie natomiast, nie doczekawszy się własnego potomstwa, są bez problemu akceptowani na swoim "terytorium zimowym" w roli dobrych wujków wspierających inne rodziny.

      Poza sezonem lęgowym raniuszki, podobnie jak wszystko co robią, również wypoczywają razem. Wszyscy członkowie najpierw rodzinki, a potem stada mają obyczaj odpoczywać na jednej poziomej, cienkiej - najlepiej ciernistej - gałązce/grzędzie na wysokości 1,5-5 m. Gdy usną, chowając, w czasie snu głowę w piórkach, ich miniaturowe puszysto-nastroszone ciałka tworzą wokół gałęzi jakby jasną mufkę. Im temperatura niższa, tym bardziej "szczelna" i krótka jest mufka. W czasie bardzo silnych mrozów raniuszki szukają jednak jeszcze cieplejszego kąta np. w norze w nadbrzeżnej skarpie, wśród korzeni drzew lub w "norce" pod śniegiem.

      Taki wspólny odpoczynek, w formie szaszłyka nanizanego na gałąź, raniuszki znają już od najmłodszych lat. "Raczkujące" poza gniazdem maluchy dobrze wiedzą, że zimną noc najlepiej spędzić razem. Gdy tylko wypatrzą odpowiednią - dobrze osłoniętą i bezpieczną - gałąź natychmiast zaczynają się na niej sadowić, intuicyjnie przepychając się do środka, gdzie bracia i siostry mogą ich ogrzać z dwóch stron. W swoich ptasich móżdżkach nie podejrzewają jeszcze, że wkrótce wykupienie miejscówki na środek gałązki będzie wymagało poniesienia znacznie wyższych kosztów, gdyż centralne miejsca zostaną zarezerwowane dla najważniejszych i najsilniejszych spośród rodzeństwa w stadzie. Co stanie się w trakcie wielkich mrozów z raniuszkami zajmującymi skrajne fotele?... Zostawmy ten temat, dzisiaj zajmujemy się sprawami sympatycznymi.

      Rodzice wychowujący gromadkę 8-12 pisklaków (może to być również 6-14) wypoczywają razem z nimi w gnieździe. Do czasu jednak. W miarę wzrostu maluchów, raniuszkowe gniazdo staje się coraz ciaśniejsze, aż w końcu zaczyna pękać w szwach - całkiem dosłownie. Przez jego ścianki zaczynają sterczeć zbyt liczne, za długie i coraz dłuższe ogonki patyczki. Trzeba bowiem wiedzieć, że raniuszkowe gniazdo to architektoniczne, lub jak kto woli, dziewiarskie cudeńko, powstałe bez jednej gałązki. Większość autorów piszących o raniuszkach próbuje rozstrzygnąć dylemat, które gniazdo świadczy o większym kunszcie: puszysta kula raniuszka, czy wiszący mieszek remiza. Na remiza przyjdzie jego czas, teraz skupmy się na raniuszku. Gniazdo kulistego stworka jest również kuliste. Gdybym miał porównać je do jakiegoś znanego wszystkim przedmiotu, sięgnąłbym po przykład - często opiewany na łamach prasy politycznej - moherowy beret. Na blisko miesiąc przed rozpoczęciem lęgów państwo raniuszkowie przystępują do budowy/tkania. Zbierają włosie, pajęczyny, mech, sierść i pióra, i formują z nich kulę, a raczej jajo wysokie na 16 cm o średnicy 10 cm. Środek wyściełają drobnymi, 2-4 cm piórkami. Nie zamierzam w tym miejscu sugerować, że ornitolodzy, to ludzie, którzy nie mają nic lepszego do roboty, ale proponuję nie powtarzać niewtajemniczonym, że niejeden z nich zajął się liczeniem ile piór potrzeba raniuszkowi, żeby komfortowo wymościć gniazdo. Anglikom wyszło, że średnio 1558 piórek (od 985 do 2084), Niemcom, którzy na razie policzyli tylko w dwóch gniazdach: 1682 i 2033. Przy powtarzaniu lęgów piórek w gniazdach jest mniej, bo mniej jest również czasu na ich zbieranie. Budowa trwa bowiem nie dłużej niż dwa tygodnie. Ponadto w czerwcu jest cieplej, więc taka gruba, puchowa pierzynka nie jest już potrzebna. Gdy kula jest już prawie gotowa, zostaje pieczołowicie i precyzyjnie ozdobiona na całej powierzchni szarymi strzępkami liszajów. Tak udekorowane kuliste gniazdo, przytulone do pnia brzozy, niknie z pola widzenia. Gorzej, gdy gniazdo zostało zbudowane na zielonym świerku... Raniuszki budują dwa typy gniazd. Typ pierwszy posadowiony jest na twardym fundamencie konaru drzewa. Gniazdo jest wówczas wciśnięte między konar, a pień. Drugi typ to gniazda "wiszące" - wciśnięte w końcowe gałązki drzew iglastych lub w kolczasty krzak. Tak naprawdę, krzak bardziej niż kolczasty, powinien być gęsty i niedostępny. Kolce to element, który natura dorzuca jako "bonus". Moje znajome gniazdo raniuszka (czarnobrewego w Belgradzie) zostało wciśnięte w pergolę prowadzącą do domu, w którym mieszkałem, pięknie i wonnie porośniętą glicynią.

      Gniazdo raniuszka jest z pewnością bardzo pracochłonne, elastyczne - powiększa się w miarę powiększania się rozmiarów raniuszątek, miłe dla oka - choć często niewidoczne, ale niestety, nie zawsze bezpieczne. Dobierają się do niego chętnie wszystkie "sierściuchy", które są w stanie wspiąć się do gniazda. Nie gardzą skromnym (8g - sztuka) posiłkiem również ptaki. Moja znajoma para raniuszków, nim doczekała się w glicynii gromadki drobiazgu, podtuczyła wcześniej sójkę, która bez trudu rozdarła gniazdo na topoli. Raniuszki często dopisują się do menu ptaków drapieżnych, a zwłaszcza krogulca czy jastrzębia. Można by rzec, że same się pchają im się do dziobów. Nieustraszone / nieroztropne maluchy dobrze wiedzą, że w lesie najłatwiej zebrać półtora tysiąca piór na gniazdo w miejscach, w których pióra występują masowo, a masowo występują tam, gdzie skrzydlaty drapieżnik wyskubuje je ze swoich ofiar. Raniuszki dobrze znają krogulca. Miałem okazję obserwować stadko tych malców, które - oczywiście wcześniej niż ja - dostrzegły krogulca skradającego się do nich na piechotę po poziomym konarze. Wśród gałęzi nagle zaczęły w różnych kierunkach śmigać małe, białe błyskawiczki, a gdy po chwili zniknęły, z najgęstszego krzaka dzikiej róży, gęsto porośniętego pnączami, zaczął rozlegać się głos odmienny od znanych mi wcześniej, charakterystycznych raniuszkowych "siorbnięć" i niecharakterystycznych, na poły sikorczych, poświstywań. Wszystkie raniuszki zaczęły jednocześnie odzywać się przeciągłymi, wibrującymi głosikami, tworząc chór przypominający jemiołuszkowe dzwonki, a tylko nieco mniej dźwięczny od nich.

      Tylko niespełna 20% lęgów kończy się wyprowadzeniem w świat gromadki raniuszątek o ciemnej, brązowej główce z szerokim białym pasem biegnącym przez jej wierzch oraz o wyraźnie krótszych ogonkach. Większość z nich ma wokół oka czerwoną, nagą otoczkę powieki (dorosłe żółtą), przez co wyglądają nieco jak zapłakane, głodne dzieci, które nie mogą doczekać się rodziców, mimo uporczywego i natarczywego wołania.

      Kiedy rodzice, albo któryś z wujków w końcu przyniesie np. piętnaste, albo trzydzieste śniadanie, raniuszkowe maluchy po raz kolejny "poczują smak" stawonogów. Na inne smakołyki przyjdzie bowiem czas dopiero gdy opuszczą gniazdo. Co wówczas zmieści się jeszcze w małym raniuszkowym dzióbku? Głównie stawonogi i owady, zwłaszcza pluskwiaki oraz jaja i larwy motyli. Niezmiernie rzadko trafiają do nich (w czasie cięższych zim) nasiona roślin, np. Węgrzy znaleźli nasiona tylko u 15 spośród 57 przebadanych raniuszków.

      Te maluchy zdobywają pokarm przede wszystkim w koronach i w szczelinach kory drzew, lecz również w krzewach, warstwie podszytu, a czasem - ale tylko wyjątkowo - na ziemi. Skrupulatni naukowcy obliczyli, że np. ponad połowa angielskich raniuszków (55%) najczęściej objada się na wysokości od 5 do 8 m, a mniejszość (41%) zatrzymuje się na poziomie 1-5 m. Jedzenie na wyższym poziomie zgłosili rosyjscy badacze z okolic Moskwy, ale tam - jak wiadomo - tory są szersze, a drzewa w lasach zamieszkiwanych przez raniuszki - wyższe i stąd różnice.

      W odróżnieniu od sikor, raniuszkom rzadko zdarza się przeglądać opadłe liście. Gdy myszkując wśród gałązek natrafią na przyczajonego pająka lub owada, błyskawicznie chwytają go swoim dzióbkiem i natychmiast połykają. Kiedy zbierają pokarm roślinny zdarza im się wisieć do góry nogami pod gałązką, trzymając się jej jedną nóżką, a w drugiej dzierżąc znalezione wcześniej nasionko.

      Badacze zaglądający do raniuszkowych dziobów zauważyli, że wiosną chętnie popijają sok brzozowy lub "syrop" klonowy wyciekający ze zranionych lub złamanych gałęzi.

      Nie ma chyba w Polsce drugiego ptaka, który wywoływałby tak jednoznacznie sympatyczne skojarzenia swoim wyglądem. Jeśli dodamy jego rozmowność, towarzyskość i brak lęku przed człowiekiem, to stanąwszy jesienią w zaroślach np. w pobliżu jakiejś podmokłej olszynki łatwo możemy zostać otoczeni przez te śliczne stworzenia. Wsłuchujmy się w odgłosy dobiegające najczęściej z koron okolicznych drzew i jeżeli usłyszymy charakterystyczne dźwięczne "siorbnięcia", rozejrzyjmy się dobrze i tym razem nie zmarnujmy okazji, żeby przyjrzeć się tym małym duszkom.


Wygenerowane przez JAlbum 8.12 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna