English Index Indeks polski Ptaki » Pokrewne » Piaskowiec Prev Next

Cóż wiemy o... piaskowcu?

         Niewiele. Wiemy, że jest to biegus średniej wielkości (jak na biegusy), którego chcąc zobaczyć wiosną, trzeba udać się nad Zatokę Gdańską, albo mieć szczęście w innej części wybrzeża lub być wielkim szczęściarzem, by zobaczyć go w innej części Polski. Łatwiej będzie zasadzić się na niego jesienią, kiedy znów najłatwiej obserwować go nad Zatoką Gdańską, ale również nad dużymi wodami w południowo-zachodniej Polsce. Zobaczyć piaskowca niełatwo, ale nie przesadzajmy. Jesienią - kiedy bardzo łatwo rozpoznać go po niemal białej szacie, bo w takie właśnie piórka stroi się przed zimą, zdarza się obserwować piaskowce w całkiem pokaźnych ilościach. W "Awifaunie Polski" odnotowano nawet 343 ptaki, które 31 sierpnia 1978 r. przewinęły się przez ujście Wisły. Z popularnych książek przybliżających zwykłym zjadaczom chleba polskie ptaki dowiemy się, że piaskowce w Polsce nie gniazdują i że gniazdują na dalekiej północy.

         Wszystko, co dotąd napisałem jest słynną "oczywistą oczywistością". Całkiem jednak nieoczywista była dla mnie wiadomość, że europejską populację lęgową piaskowców szacuje się na... 5-15 par (!), a jedynym miejscem na naszym kontynencie, w którym piaskowce zakładają swoje gniazda, jest położony na Morzu Arktycznym Spitsbergen.

         Skąd zatem tak regularnie piaskowce zaglądają do Polski i jakim cudem jest ich tyle?! Skąd też bierze się jesienią 10 000 piaskowców w Europie, bo na tyle szacuje się ich migrujące stada. Skoro europejska populacja składa się maksymalnie z 15 par, z których każda niechby miała po 4 udanie odchowane pisklęta (średnio składają 2-4 jaj) i w dodatku niechby udało się jej to dwa razy w roku (bo mogą mieć dwa lęgi, a w Kanadzie stwierdzono, że te lęgi mogą zdarzać się niemal równolegle - z zaangażowaniem dodatkowego dorosłego ptaka) - to nie trzeba być matematykiem, żeby otrzymać wynik 150 osobników.

         Zacznijmy zatem od początku (rezygnując z rozstrzygnięcia czy pierwsze było jajo, czy pani piaskowcowa). Młode piaskowczęta przychodzą na świat w warunkach, które mógłby sobie wymarzyć wyłącznie kompletny masochista-zimnolub. Piaskowce preferują bowiem ekstremalnie zimny wychów i swoje gniazda moszczą w zdecydowanie najzimniejszych częściach Arktyki, otaczając terenami lęgowymi - jak wianuszkiem - biegun północny. Ich posiadłości z reguły nie przekraczają 5 równoleżnika szerokości geograficznej północnej. Ujmując to inaczej: jeśli wybierzemy się w kierunku bieguna północnego i skończy nam się ziemia pod nogami, wówczas rozejrzyjmy się dobrze, bo to właśnie tu trzeba poszukiwać lęgowych piaskowców. Nie robi im różnicy czy mała ojczyzna rozpościera się na wysepce, półwyspie, czy regularnym stałym lądzie. Nie ma też większego znaczenia, czy jest to tundra na poziomie morza, czy położona nieco wyżej, choć nie kryją, że optymalna wysokość powinna wahać się od 60 do około 800 m npm. Znaczenie ma natomiast wilgotność. Piaskowce wolą, żeby na otwartym terenie, na którym gniazdują, nie kapało im na głowę (roczne opady w tych stronach nie przekraczają 250 mm). Z drugiej strony uważają, że położone w pobliżu rodzinnego gniazda słodkowodne jeziorko lub przynajmniej zagłębienie z błotkiem znakomicie ułatwia wybór miejsca gniazdowania.

         O samym gnieździe nie warto chyba rozpisywać się, bo nie jest to imponująca budowla, a mówiąc szczerze - nie jest to w ogóle budowla. Zazwyczaj jest to mały dołek w nieco nachylonym, suchym i zazwyczaj kamienistym terenie, często osłonięty wykrotem lub kamieniem. Za cały komfort musi służyć piaskowczętom nieco liści karłowatych wierzb, które ich rodzice nieskromnie uważają za wyściółkę gniazda.

         Czym można wyżywić gromadkę pociech dokładnie nie wiadomo. Nic zresztą dziwnego. Komu starczyłoby cierpliwości, żeby trzymając przymarzający do oka sprzęt optyczny grabiejącymi z zimna dłońmi, podglądać piaskowca karmiącego skryte w dołku maluchy? Sami państwo piaskowcowie napychają natomiast swoje brzuszki przede wszystkim małymi bezkręgowcami, które wyszukują nakłuwając dziobami piasek nadmorskich plaż położonych zazwyczaj nie dalej niż 200 m od gniazda. Robią to najchętniej w rozmiękczonej usuwającym się już przypływem wierzchniej warstwie piasku. Właśnie tam i wtedy te małe raczki, krabiki i im "krewetkopodobne", korzystając z miękkości piaszczystego otoczenia, gwałtownie poszukują smacznego planktonu naniesionego przez przypływ. Sympatycznie obserwuje się wówczas piaskowca, którego ruchy głowy przypominają ruchy głowicy maszyny do szycia nakłuwającej igłą materiał. Najczęściej są to nakłucia na "chybił", chociaż również nierzadko na "trafił", zważywszy, że na jednym metrze kwadratowym można doliczyć się nawet 4000 takich małych bezkręgowców. Na zdjęciach towarzyszących tej opowieści można też zobaczyć, że piaskowiec nie pogardzi leżącym na plaży owadem. Gdy owadzie "cielsko" nie chce poddać się stosunkowo krótkiemu (jak na biegusy) dziobowi, wówczas piaskowiec zabiera go do wody i tam poddaje "namakaniu". Ucieczki piaskowców przed nadpływającą falą przypominają zabawy dzieci nad morzem. Niektóre ptaki pozwalają sobie jednak na zamoczenie nóg i natychmiast po ustąpieniu wody próbują zebrać z powierzchni piasku przyniesione morskie dary. Potrzeba wykarmienia kilku dodatkowych - choć jeszcze małych dziobków - zmusza rodziców do dalszych wypraw (2-3 km od gniazda). Zawsze wówczas jedno z nich zostaje w pobliżu maluchów.

         Przychodzi w końcu moment kiedy piaskowczaki dojrzewają wreszcie do opuszczenia stron rodzinnych. Nie piszę "do wylotu z rodzinnego gniazda", gdyż z gniazda potrafią wychodzić już w 12 godzin po wykluciu się, ale trzymają się kilka metrów od niego. Bacznie wówczas wypatrują wszelkich drapieżników, a w razie niebezpieczeństwa przywierają do ziemi wyciągając przed siebie główkę. Podobnie postępują ich rodzice, którzy - jak to ptaki gniazdujące w otwartym terenie - poruszają się w pobliżu gniazda bardzo ostrożnie, cicho zakradając się do niego i w taki sposób je opuszczając. Po czterech tygodniach (24-30 dniach), "duże maluchy" ruszają wraz z rodzicami na plaże i wkrótce potem rozpoczynają się wędrówki. Okazuje się, że piaskowce to namiętni podróżnicy, których można spotkać praktycznie wszędzie na świecie. Warunkiem jest jedynie bliskość morskiego brzegu, albo brzegów większej rzeki, która kieruje się do morza. Mechanizm tego niesamowitego rozpraszania się piaskowców wydaje się dosyć oczywisty. Stając na biegunie północnym, w którą stronę nie spojrzelibyśmy, będziemy patrzeć na południe. Patrząc z lęgowisk piaskowców jest bardzo podobnie. "Otworem" stoi świat południowy. Po niewielkim w tamtych szerokościach geograficznych przemieszczeniu się na wschód lub zachód okazuje się, że skręcenie na południe wzdłuż jakiegoś brzegu, może nas zaprowadzić w zupełnie różne, całkiem odległe miejsca na świecie. Odległości między południkami są bowiem w ojczyźnie piaskowców bardzo niewielkie, a im dalej na południe (aż do równika :) znacznie się powiększają, przez co - mimo pokonania tej samej podróży mierzonej w kilometrach - ląduje się w miejscach zupełnie niewiarygodnie odległych od siebie.

         Dzięki tej części piaskowcowego życia zasługuje on ze wszech miar na miano obieżyświata. O człowieku z jego obyczajami powiedzielibyśmy, że żyje na walizkach. Gdyby piaskowiec na swoich walizkach zbierał nalepki z odwiedzanych miejsc musiałby nakleić nalepki z plaż Nowej Zelandii i Australii, RPA, Chile i Argentyny oraz ze wszystkich innych położonych na trasach pomiędzy piaskowcową ojczyzną na dalekiej północy, a południowymi krańcami naszego globu. Takie podróże nie tylko kształcą, ale i wiele kosztują. Dociekliwi naukowcy obliczyli, że ten koszt to życie 62% piaskowców, które nie dotrą z powrotem na swoje zimne lęgowiska.

         Szczęśliwie dla obserwatorów ptaków, piaskowce nie nauczyły się w czasie swoich podróży, że człowiek nie jest największym przyjacielem żywych stworzeń. Dzięki temu w czasie jesiennych wędrówek możemy przyjrzeć się tym sympatycznym, uwijającym się w "jedzeniu na wyścigi" ptakom. Na zdjęciach możemy również zobaczyć, że wprawdzie piaskowce są ptakami towarzyskimi i lubią wędrować w licznej kompanii, jednak w stadzie obowiązuje porządek, którego zasad ludzkie oko zapewne nie wykryje. Okazuje się bowiem, że ptak żerujący na określonym odcinku plaży może być tam udzielnym władcą. W późnoletnie, pochmurne południe na brzegu rzeki Tag w Lizbonie spotkałem kilku wytrwałych wędkarzy, kilka poszukujących pożywienia kamuszników, które zupełnie nic nie robiły sobie z towarzystwa ludzi, niemrawe stadko mew - przede wszystkich żółtonogich - i grupkę śpiących piaskowców. Kilka spośród nich odłączyło się od stadka i rozsypało wzdłuż plaży poszukując na piaszczystym brzegu pożywienia. Czasami odbiegały uciekając przed nadpływającą falą, czasami brodziły w płytkiej wodzie. Obecność kamuszników zupełnie im nie przeszkadzała, natomiast co pewien czas, któryś z piaskowców - chwilowy właściciel przedreptywanego odcinka - napuszał się, pochylał, wyciągał przed siebie dziób i pałając wyraźną niechęcią przepędzał zbliżającego się innego piaskowca. Zdarzyło się, że ptak żerujący w pobliżu wpływającego do rzeki kanału burzowego został niespodziewanie zaatakowany przez nadlatującego pobratymca. Wywiązała się między nimi ostra sprzeczka, której nieoczekiwanym efektem było porzucenie smacznego odcinka przez... zwycięskiego agresora.

         Takich i wielu innych ciekawych scenek dostarcza obserwacja piaskowców. Korzystajmy zatem z jesiennych chwil, aby napatrzeć się do woli tym, które wybrały się w podróż wzdłuż "naszych" południków.


Wygenerowane przez JAlbum 8.12 & Chameleon | Oprawa: HMS | Gżegżółka | Strona główna