Ptaki » Ptaki brazylijskie

 Nandu szare
Nandu szare - przedstawiciel kategorii superciężkiej równoważy w brazylijskim ptasim świecie ujemny bilans pierzastej biomasy wywołany przez "niedowagę" kolibrów. Ten amerykański struś to rzeczywiście kaaawał ptaszyska. Są w Brazylii miejsca, gdzie człowiek nie może wyjść z domu, żeby nie stanąć oko w oko z wielkim strusim okiem. W okolicach brazylijskiej stolicy nandu są jednak stosunkowo rzadkie. To wielkie ptaszysko potrzebuje bowiem dużych otwartych przestrzeni z niska roślinnością. Ich macierzysty brazylijski step - cerrado - znajduje się pod wielką presją człowieka (a nikt nie walczy o jego przetrwanie tak jak o wilgotne lasy zwrotnikowe Amazonii). Nandu odnalazły się jednak także w pejzażu rolniczym. Dla ich odszukania na zagospodarowanych terenach wokół siedzib ludzkich potrzebne jest jednak wprawne oko. Moje nie było wystarczające. Nandu zostały odnalezione przez moich przyjaciół na dużym polu soji, gdzie spokojnie wypełniały swoje żołądki liściastą paszą. Trzeba przyznać, że nawet gdy już zostały odkryte "daleko od szosy" gubiły się na polu i były mylone z dwiema termitierami podobnego kształtu i koloru. Szczęśliwie w pobliżu strusi przebiegała polna droga prowadząca do jakiejś "fazendy", a właściciele zapomnieli zamknąć bramę wjazdową. Zostałem podwieziony do strusi całkiem blisko i po zatrzymaniu samochodu w miejscu, w którym zacinający deszczyk pory deszczowej nie "ranił" szkieł obiektywu stanąłem i zacząłem ostrzeliwać dwoje olbrzymów. Nandu szare (zwane wielkimi) pasły się beznamiętnie obskubując sojowe liście. Ponoć wystarczyłoby uchylenie drzwi samochodu, żeby uruchomiły swoje mocarne nożyska i szybko zniknęły w pobliskich krzewach. Tego błędu nie popełniłem i napatrzywszy się do woli, pożegnałem się z moimi pierwszymi, dzikimi strusiami amerykańskimi.
Drzewica czarnobrzucha
Drzewica czarnobrzucha, jak sama nazwa wskazuje jest ptakiem nadrzewnym. Kaczki na drzewach widujemy dosyć często. W Warszawie wystarczy przejść się do Łazienek, żeby zobaczyć krzyżówki na drzewach, w pobliżu zawieszonych dla nich koszy. Szczęśliwcy znają z natury, a pozostali z filmów przyrodniczych spadające z dziupli puchowe kuleczki gągolich piskląt. Amerykańskie drzewice różnią się od naszych przykładów chyba głównie tym, że trudniej je zobaczyć na ziemi niż na drzewie. Na zamieszczonych dokumentacyjnych zdjęciach widać, że kaczka na palmie to coś całkiem normalnego. Ciekawa jest w tym wypadku również sama złamana palma. Jeśli przyjrzeć jej się uważnie, to nad dziuplą, z której wystaje drzewica, widać drugą dziuplę. Tydzień przed moim przyjazdem z obu dziupli wystawały niemal pełnowymiarowe dzioby tukanów wielkich (zwanych 'toko'). Z opowieści "tubylców" wynikało natomiast, że w tym roku przed tukanami z dziupli wyleciały młode wielkie, kolorowe ary.
Kormoran oliwkowy
Kormoran oliwkowy daje się łatwo odróżnić od innych gatunków kormoranów (na przykład od naszego europejskiego kormorana) poprzez obserwowanie roślinności, na której siada. Jeśli widzimy gatunki występujące w Brazylii, to z pewnością mamy do czynienia z kormoranem oliwkowym. Proste? Tak, ale dla botanika - specjalisty od roślin Brazylii. Gdy patrzymy na niego okiem europejskiego obserwatora ptaków, widzimy najnormalniejszego kormorana, którego w Polsce wzięlibyśmy zapewne (również że względu na wielkość) za naszego, poczciwego kormorana. Różnice dają się jednak dostrzec po ochłonięciu z pierwszego wrażenia. W odpowiednim oświetleniu dostrzegamy granatowy połysk piór oraz nieco bardziej smukłą sylwetkę, chwilami przypominającą wręcz kormorana małego (choć bez przesady). W zachowaniu to normalny kormoran: nurkuje stosunkowo długo, łowi pod woda ryby, suszy pióra rozpościerając skrzydła...
Czapla śnieżna
Czapla śnieżna, sądząc po zdjęciach w albumach, przewodnikach lub internecie, mogłaby z powodzeniem uchodzić za najzwyklejszą czaplę nadobną. Owszem, na niektórych zdjęciach różni się od niej i wygląda jakby ją trafił piorun - stąd ta rozwiana grzywa. Najczęściej jednak odróżnienie czapli śnieżnej od nadobnej wydaje się mało prawdopodobne. Charakterystyczny pióropusz na głowie wstaje bowiem zazwyczaj dopiero przy tylnym wietrze. Na mojej stronie www nie pokazuję zdjęć zwierząt sfotografowanych w ZOO. Dla czapli śnieżnej (i jeszcze kilku gatunków) zrobiłem jednak wyjątek. Nie wstydzę się go, gdyż mały ogród zoologiczny w Brasilii nie hoduje czapli śnieżnych. One same, korzystając ze stale zaopatrzonej spiżarni, osiadły na wysepce stawu, w którym pluszczą się kapibary i hipopotamy. Na zdjęciach widać do czego może służyć poczciwy hipcio. Moja śnieżna czapla traktowała go jak łódź (prom) do wypraw wędkarskich.
Czapla złotawa
Czapla złotawa - po mojej jedynej sfotografowanej w Serbii - tym razem trafiła się lęgowa i to w szacie godowej. Proszę mi wierzyć - jest złotawa i generalnie bardzo piękna i kolorowa. Gdyby nie deszcz, który przeszkadzał w fotografowaniu i obserwacji, z pewnością zostałbym przy niej dłużej. Była bardzo aktywna - usiłowała rozbudować gniazdo, w którym miała już dwójkę dzieci. Zbierała wszelkie patyki - czasem zdecydowanie zbyt duże - o czym można przekonać się oglądając zdjęcia.
Dławigad amerykański
Dławigad amerykański zdecydowanie przypomina w locie naszego boćka. Kiedy już jednak wyląduje na ziemi, okazuje się stworzeniem nie nazbyt urodziwym, bardziej przypominającym marabuta aniżeli "prawdziwego" bociana. Brazylijczycy określają go dźwięcznym mianem "łysa pała", czy też tłumacząc dokładniej "sucha głowa" (cabeça-seca). Nasza nazwa - dławigad - jest daleka od rzeczywistości. Łysa pała żeruje bowiem głównie czesząc wodę rozdziawionym nieco dziobem, a w tym środowisku szansa na "zadławienie gada" jest raczej mizerna. Chyba, że autorowi nazwy chodziło o "wszelaka gadzinę" typu ryba, żaba, czy inny skorupiak. Dławigady amerykańskie, które poznałem w Brasilii, zalatywały do tamtejszego ZOO na wyżerkę. Porywały - np. z wybiegu dla olbrzymich wydr ariranii (Pteronura brasiliensis) - ryby i uciekały z nimi poza płot ogrodu.
Cykadojad szary
Cykadojad szary to bardzo elegancki mały drapieżnik, którego miałem przyjemność (średnią) obserwować bardzo wcześnie rano, w wielkim deszczu. Ołowiany ptaszek na tle ołowianych chmur nie dal się dobrze sfotografować, mimo że nie robił nic, żeby utrudnić mi zadanie. Był zupełnie niepłochliwy (trudno mu się dziwić - na jego miejscu nikt nie latałby przy takiej ulewie).
 Karakara czarnobrzucha
Karakara czarnobrzucha Karakara czarnobrzucha jest najpopularniejszym drapieżnikiem w okolicy Brasilii. Sposobem lotu nieco przypominała myszołowa, ale wyraźnie rożni się od niego sylwetka - co widać na zdjęciach. Rożni się też obyczajami. Bez trudu można ją zobaczyć w mieście, gdzie oprócz polowania na gryzonie chętnie wyszukuje sobie smaczne kaski na śmietnikach, czy wysypiskach. Ptaki na zdjęciach to para sfotografowana na (i w okolicy) mauzoleum prezydenta Juscelino Kubitschka de Oliveiry, pomysłodawcy wybudowania stolicy w centrum kraju i przeniesienia tam siedzib władz z Rio de Janeiro. Ptaki odnosiły się do obiektu bez należnego szacunku: spotkały się, pozalecały, zbliżyły się ku sobie, a następnie ze sobą i odleciały.
Długoszpon krasnoczelny
Długoszpon krasnoczelny - wszyscy znają go z niemal każdego filmu o przyrodzie Ameryki Południowej (często pod nazwa 'jakana' lub 'żasana'). Ten niewielki kasztanowo-czarny chruściel o niesamowicie długich, "gałęziastych" palcach stóp nie jest zbyt płochliwy i bez trudu daje się obserwować na otwartej przestrzeni, nad stojącymi wodami. Mimo tych sympatycznych cech nie udało mi się zrobić dobrego zdjęcia. Gdy długoszpon wychodził na brzeg, lało jak z cebra. Gdy przestawało, krył się w trawach i trzcinach. Z naszego pierwszego spotkania - przed laty w Argentynie - dobrze zapamiętałem jak nagłą metamorfozę przechodzi długoszpon zrywając się do lotu. Jego brazylijski krewny nie zawiódł mnie. Ciemny czarnobrązowy ptak nagle zerwał się do lotu eksplodując pięknym, cytrynowożółtym kolorem skrzydeł.
Czajka miedziana
Czajka miedziana to ptak szeroko rozpowszechniony na południu Ameryki Południowej. Europejczyk nieznający amerykańskiego ptasiego świata widząc czajkę miedziana nie będzie miał wątpliwości, że to czajka. Owszem, jest większa od naszej, chodzi na szczudłowato wyciągniętych nogach, lata spokojniej, bez zbytecznych akrobacji, ale mimo wszystko to czajka.
Pierwszy raz spotkałem ją kilkanaście lat temu w Urugwaju. Idąc droga w kierunku stawu, na którym roiło się od "egzotów", spotkałem czajkę, która zupełnie jak nasza zaczęła krążyć nade mną i pokrzykując zniżała swój lot nad moja głową. Rozstaliśmy się w pokoju, a dopiero po powrocie dowiedziałem się od tubylców, że sporo ryzykowałem. Otóż czajka miedziana nie tylko straszy intruza, który zbliża się do jej gniazda, albo młodych, lecz potrafi go boleśnie zranić pazurami na kciukach skrzydeł. Tej wiosny (początek grudnia) w Brazylii ponownie spotkałem czajki miedziane. Byli wśród nich już prawie dorośli młodzieńcy (np. zdjęcie nr 21), ale były też maluchy. Gdy je zobaczyłem biegnące wzdłuż asfaltowej drogi, poprosiłem o zatrzymanie samochodu i wysiadając starałem się zapamiętać gdzie zniknęły. Razem z przyjacielem, z którym nawzajem strzegliśmy się przed atakiem z powietrza, podeszliśmy ostrożnie do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą biegały małe czajczęta. Miały pecha. Ich ochronne szaty na niewiele zdają się przy czerwieni brazylijskiej ziemi. Odnaleźliśmy je przytulone do ziemi i absolutnie nieruchome. Chcąc sprawdzić, czy maleństwa byłyby narażone na rozdepnięcie, gdyby nie uważne patrzenie pod nogi, podszedłem do jednego i delikatnie przesunąłem dziobek leżącego ptaszka. Dziobek zastygł w nowej pozycji, a pisklak, ani nie drgnął. Wróciliśmy do samochodu fotografując po drodze czajkowych rodziców. Gdy tylko zamknęliśmy drzwi, emocje natychmiast opadły, a maluchy wkrótce podniosły się i zajęły swoimi sprawami. Dopiero przeglądając zdjęcia zauważyłem, że dorosłe czajki wcale nie zamierzały z nami żartować. Na zdjęciu nr 14. można zobaczyć wydobytą broń, której w normalnych warunkach nie widać.
Gołąb łuskogrzbiety
Gołąb łuskogrzbiety to odpowiednik naszego grzywacza. Grzywacza dzisiejszego, czyli takiego, którego równie dobrze można spotkać w lesie, jak i w ludzkich osiedlach. Widząc łuskogrzbietego nieuzbrojonym okiem, gdy szybkim, typowo gołębim lotem przeleci nad naszymi głowami, zauważymy, że podobieństwo do grzywacza jest bardzo duże. Błyskają bowiem bielą krawędzie dużych pokryw skrzydłowych. Owszem, nie widać białych plam na szyi, ale można by to złożyć na karb słabej widoczności, znacznej odległości, albo szybkości lotu. Gołąb łuskogrzbiety nie ma jednak na szyi białych plam. Jego szyja pokryta jest "łuskami". W górnej części potrafią połyskiwać niebieskawo, a im niżej tym bardziej są szarofioletowe. Co ciekawe łuskowanie idzie dalej wzdłuż całego grzbietu i pleców, na których ponownie jest niebieskoszare. Gdy przyjrzymy się ptakowi siedzącemu, zauważymy kolejna różnicę. Tym razem w sylwetce. Łuskogrzbiety ma nieco bardziej wydłużoną szyje, a skrócony tył ciała z ogonem. Można odnieść wrażenie, że punkt ciężkości jego ciała omsknął się nieco bliżej kupra, aniżeli u naszego grzywacza.
Gołąbeczek cynamonowy
Gołąbeczek cynamonowy sprawia, że odczuwamy coś, co w psychologii nazywają ponoć dysonansem poznawczym. Widzimy przed sobą "normalną" synogarlicę, która ma wszelkie gołębie cechy: delikatny gołębi dziobek, krągłą główkę, może tylko ogon jest nieco zbyt krotki. Problem zaczyna się gdy możemy porównać wielkość ptaka z wielkością jakiegoś znanego nam przedmiotu. Nagle nic już się nie zgadza, oto patrzymy na gołębia, a widzimy stworzenie wielkości trznadla. Mój ptasio-brazylijski Guru burzy się nieco przy porównaniu wielkości gołąbeczków z trznadlem. Ta sama jest bowiem jedynie długość. Gołąbeczki są bardziej "w sobie" i przez to sprawiają wrażenie ptaków większych niż trznadle. Nie zmienia to faktu, że zdrobniała nazwa gołąbeczek jest w pełni uzasadniona. Gołąbeczek cynamonowy jest cynamonowy (na niemal całym ciele - poza popielato-niebieską głową) gdy jest samczykiem. Pani gołąbeczka jest ubarwiona skromniej. Zazwyczaj - jak to u gołąbeczków bywa - gruchają sobie w parze, bardzo często siedząc na ziemi. Mimo że występują blisko człowieka, są bardzo czujne i gdy tylko czuja na sobie ludzki wzrok starają się usunąć z pola widzenia odlatując szybkim synogarliczym lotem.
Gołąbeczek jarzębaty
Gołąbeczek jarzębaty to kolejne doświadczenie. Tym razem, mimo że ponownie mamy do czynienia z gołębiem wielkości trznadla - z czym już się oswoiliśmy, nie mamy wątpliwości, że przed nami usiadł / przeleciał ptaszek zupełnie egzotyczny. Gołąbeczek jarzębaty - do niedawna zwany łuskowiakiem jarzębatym - jest szarobeżowym ptaszkiem, którego wszystkie, tępo zakończone pióra okrywowe zakończone są wąskim, czarnym, poprzecznym paskiem. Powoduje to, że ptaszek wygląda jakby cały był pokryty łuskami, a ich wielkość zależy wyłącznie od wielkości piórek na danej części ciała. Z trzech spotkanych gołąbeczków ten różnił się także innymi proporcjami ciała (był bardziej wydłużony i smukły) oraz usposobieniem. Człowieka nie traktował jako bezpośrednie zagrożenie i wystarczało mu utrzymywanie mnie na dystans 10-15 m.
Gołąbeczek białoskrzydły
Gołąbeczek białoskrzydły jest ptaszęciem niemal identycznej wielkości co gołąbeczek cynamonowy. W znanych mi przewodnikach, a również na wielu zdjęciach w internecie jest przedstawiany jako ptaszek szarobeżowy. Gdy zatem spotkałem go na czerwonej, żelazistej drodze na brazylijskiej prowincji i zobaczyłem ptaka niemal śnieżnobiałego, jedyne co mogłem stwierdzić, to że patrzę na jakiegoś gołąbka. Stadko tych ślicznych "duszków" zleciało z gałęzi drzew na ziemię i zaczęło poszukiwać pożywienia. Zdjęcia zrobione przy znacznym wychyleniu się, w bardzo niewygodnej pozycji przez okno samochodu, z dosyć dużej odległości, okazały się jedynymi. Gołąbeczki białoskrzydłe były bardzo ostrożne i zaraz potem odleciały w odległe, niedostępne zarośla.
Ara epoletowa
Ara epoletowa to naprawdę ara. Proszę jednak nie oczekiwać oszołamiających kolorów. Ta ara nie dość, że jest niewielka, to jest niemal całkiem zielona. Tytułowe epolety są czerwone, ale nie zawsze je widać. Miałem pecha i moje ary epoletowe były mokre - nie przymierzając jak zmokłe kury. W odróżnieniu ode mnie nie przejmowały się jednak deszczem i z zapałem "młóciły" owoce mango. Biorąc pod uwagę fakt, że tam gdzie obserwowałem ary epoletowe owoce mango służą jako przysmak dla turystów, którzy mogli sobie podnieść owoc, który właśnie spadł na ziemię, albo jako karma dla świń, arami nikt się nie przejmował.
Stadniczka żółtoskrzydła
Stadniczka żółtoskrzydła to piękny ptak, który dał okazję do kilku ciekawych spostrzeżeń.
Przeciętny Polak, którego zapytalibyśmy o jego wyobrażenie o ptakach Brazylii, zapewne albo odpowiedziałby, że nie wie nic, albo, że ptaki są tam kolorowe i egzotyczne, a najświatlejsi wspomnieliby o papugach - myśląc najpewniej o wielkich kolorowych czerwonych, niebieskich, żółtych i fioletowych arach. Nie myliliby się do końca, gdyż w rzeczywistości brazylijskie papugi to niemal bez wyjątku ptaki bardzo kolorowe. Dominującym kolorem jest jednak zieleń. Wszyscy dobrze wiemy, że ptaki mają swoje dwa szczyty aktywności dziennej - poranny i wieczorny. Nie wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę jak radykalnie wygląda to w tak ciepłym klimacie jak brazylijski. Ptaki budzą się na krótko przed świtem, wszystkie niezbędne obowiązki załatwiają najpóźniej do dziewiątej i potem do 16.30 słychać niemal wyłącznie ciepłolubne owady (rozpiętość głosów cykad jest tam znacznie większa niż na południu Europy). Wyjątkiem od reguły są papugi, na co zwrócił mi uwagę mój przyjaciel. W trakcie ostatniej wizyty miałem się okazje przekonać o ich odmienności przede wszystkim na przykładzie stadniczki. Jest to niewielki zielony ptak pojawiający się na mangowcach, fikusach i innych owocujących drzewach w stadkach od kilku do kilkudziesięciu ptaków. Robią przy tym nieustający rejwach. Dzioby nie zamykają im się również w locie - bardzo szybkim, najczęściej bez zbytecznych manewrów i zbyt wielu zakrętów. Wcześnie rano można je zaskoczyć na suchych gałązkach i wierzchołkach drzew. Później natomiast znikają pod parasolem liści i spędzają tam cały dzień, nie rezygnując z aktywności: pożywiają się, czyszczą pióra, przekomarzają się, "uspołeczniają się"... Mogą to robić bez obaw, bo ich zielona barwa niewiarygodnie zlewa się z otoczeniem, a ewentualne kolorowe ozdoby (np. żółte) niczym nie różnią się od kolorowych refleksów i rozbłysków promieni słonecznych. Stadniczki są ptakami ostrożnymi i zbliżenie się do stadka jest trudne, zazwyczaj najbliższe ptaki zrywają się i przesiadają na kolejne drzewa, niknąc w liściach ich koron.
Rudzianka wielka
Rudzianka wielka jest nazwą słuszną, ale mam wrażenie, że twórcy naszej ptasiej nomenklatury niepotrzebnie się namęczyli. Angielska "wiewiórka kukułcza" (Squirrel Cuckoo) jest bliższa opisywanemu stworzeniu. Najwłaściwszą nazwą byłaby "wiewiórka brazylijska", która tylko przypadkiem jest ptakiem. To niesamowite jak ptak może przypominać ssaka. Ta rudzianka to nic innego jak nasz rudzielec biegający i skaczący po gałęziach. W trakcie tych ssaczych ewolucji ciągnie za sobą swoją wspaniałą, powiewającą, puszystą, rudą kitę. Zgrabnie przemyka miedzy gałęziami, a przelatuje na sąsiednie drzewa tylko gdy kończy się pokarm (wszelakie owady, a i większe kąski pełne zwierzęcego białka), albo przymuszona przez natrętnego fotografa.
Guira
Guira jest ptakiem stosunkowo dużym - nieznacznie tylko krótszym od naszej sroki. Chcąc to stworzenie jakoś odnieść do naszych doświadczeń że świata ptaków, możemy ją kojarzyć - tak właśnie jak Anglicy (Guira Cuckoo) - z kukułką. Moi polscy przyjaciele w Brazylii nazywają ją na własne potrzeby po prostu: "brzydka kukułka". Systematycy zaliczają ją do kleszczojadów, co mogłoby sugerować wyraźne (i nietrafne) zawężenie jej bazy pokarmowej. Guirę spotkamy w znacznej części Brazylii (tej bez dżungli), bardzo często w pobliżu siedzib ludzkich - w miastach, we wsiach i ich okolicy. Jest ptakiem, którego trudno przeoczyć. Nie chodzi tu jednak o jej wielkość, lecz o sposób bycia. Guira jest ptakiem że wszech miar rodzinnym. Widzimy ją niemal zawsze w niedużym stadzie na które składają się rodzice z gromadką młodych. Są ptakami względnie głośnymi i "średnio płochliwymi" . Kiedy zbliżamy się do nich gdy robią to, co lubią najbardziej - czyli gromadnie grasują w trawie i zjadają wszystko co się rusza: od termitów po myszy i żaby - zawsze zachowują czujność i po przekroczeniu przez nas granicy 40-50 m odlatują na pobliskie drzewo. Tam - mimo wielkości, kolorów i kształtów, potrafią całkiem dobrze kryć się nawet w rzadkich i ciemnozielonych liściach. Są wówczas ciche i ukradkiem, szybkimi ruchami przesuwają się na druga stronę korony drzewa - jak najdalej od intruza. Można obejść takie drzewo dookoła i co chwile zauważać podejrzany ruch, ale zawsze dostrzegać go przez cała koronę drzewa - na jej przeciwległej krawędzi. Guira - mimo nieszczególnej urody - jest ptakiem, którego obserwuje się bardzo sympatycznie. Z jednej strony chodzi tu pewnie o egzotykę, z drugiej o łatwość obserwacji, z trzeciej o zgodne współdziałanie rodzinki w terenie, a z czwartej chodzi o zrozumiałość, czytelność i przewidywalność zachowań. W ten oto sposób znaleźliśmy ptaka "pozytywnie czwórwymiarowego" (4D :)
 Kleszczojad gładkodzioby
Kleszczojad gładkodzioby to ptak, do którego opisu musze sięgnąć po określenie używane w podobnych sytuacjach przez mojego (mówiącego po polsku) bośniackiego przyjaciela: kleszczojad gładkodzioby to "cięęężki brzydal! " Daremnieposzukiwać w tym ptaszysku jakichkolwiek śladów urody. Jest brudnoczarniawy, niezgrabny, a zamiast dzioba ma wielkie, gadzie narzędzie niezwykłego kształtu. Dopóki jego młode są młode, porusza się w rodzinnej gromadce, przemieszczając się na niewielkie tylko odległości na swoich krótkich, szerokich skrzydłach. Zjada wszystko co się rusza i co pozwoli się upolować: od niewielkich owadów, po pisklaki, myszy i żaby. Nieobce są mu również tytułowe kleszcze. Widziałem kleszczojada na grzbiecie brazylijskiej krowy (tej scenki nie udało mi się uchwycić). Gdy poprzednim razem - przed 15 laty - odwiedziłem Brasilię, obserwowałem kleszczojady na drutach telegraficznych. Gdy dotarłem tam w grudniu zeszłego roku i chciałem pochwalić się przed przyjaciółmi, okazało się, że w tym samym miejscu, na tych samych (trochę tylko gorzej wyglądających) drutach "nadal" siedziały kleszczojady.
Pójdźka ziemna
Pójdźka ziemna - coruja-buraqueira ['koruża burakejra'] to dosłownie "sowa norowa", a jak dla nas - pójdźka ziemna (Athene cunicularia). Z pewnością to najpopularniejsza brazylijska sowa. Jest ptakiem dobrze wszystkim znanym, gdyż potrzebuje otwartych przestrzeni, a takie okolice odpowiadają również człowiekowi. Pójdźka ziemna potrzebuje jednak jeszcze innego sąsiada - termita. Jeden oczywiście nie wystarczyłby, ale wielotysięczne termitiery to jest to, co pójdźka lubi najbardziej. Termity budują swoje miasta na różne sposoby. Mogą to być: skomplikowane nadrzewne kule ulepione z ziemi i próchna, naziemne kopce, albo piramidy, w których budulcem jest przede wszystkim ziemia, ale i elementy roślinne. Pójdźka ziemna preferuje typ trzeci: podziemne miasta. Na powierzchni łąki, pastwiska, śródmiejskiego trawnika, albo pasa zieleni miedzy dwoma jezdniami widać tylko niewielką łysą plamę ziemi (czerwonej w Brasilii) pozbawioną trawy. Jeśli z takiej "łysiny" cokolwiek wystaje ponad powierzchnię, możemy być pewni, że patrzymy na pójdźkę ziemną.
Nie jest to ptak płochliwy, ale zawsze czujny i gotów do ucieczki. Gdy rozejrzymy się za pójdźką odpowiednio wcześniej, z daleka zobaczymy przy norze 4 lub 5 ptaków. Będą to rodzice i młode. Jeżeli jednak pójdźka zobaczy nas pierwsza, to przy norze zobaczymy o jednego ptaka mniej. Samiec przeleciał już bowiem na widoczne miejsce - suchą gałąź, suchy wierzchołek drzewa w odległości 30-50 m od norki i zaczął stamtąd wykrzykiwać co myśli o zbliżającym się intruzie. Gdy zlekceważymy jego zaczepki i nadal będziemy podążać w kierunku gniazda, nastąpi kolejna zmiana liczby ptaków. Młode chyłkiem zanurkują w norce, a samica dołączy do samca, albo będzie nam ubliżać z innego, podobnie wybranego miejsca. Gdy skierujemy się w stronę któregoś z rodziców ptak przemieści się na drzewo położone jeszcze dalej od norki. Gdy znudzimy się pościgiem, ptaki ominą nas szerokim łukiem i wrócą do norki.
Ciekawa jest kolorystyka brazylijskich pójdziek. Poza sezonem lęgowym ponoć trudno mówić o dymorfizmie płciowym. W sezonie jednak trudno pomylić samicę z samcem. Samice są bowiem intensywnie pomarańczowoczerwone. Nie jest to jednak ich naturalna barwa piór. Wysiadywanie jaj i ogrzewanie coraz większych młodych powoduje, że pójdźka-mama jest cała upudrowana żelazistą ziemią. Ten pył potrafi wytrzymać nawet spore opady. Poddaje się dopiero długotrwałym ulewom, o które w porze deszczowej nietrudno.
Węglik czarnogardły
Węglik czarnogardły to "prawdziwy" koliber (beija-flor, czyli "całujący kwiaty"). Prawdziwy dlatego, że rzeczywiście mikroskopijny. Ten delikatny ptaszek, mierzony razem że swoim długim dziobem jest o 1/10 krótszy od naszego mysikrólika. W brazylijskiej stolicy jest drugim najpopularniejszym kolibrem po śmigaczu. Gdyby zestawić długość ich ciał, węglik zapewne byłby nieco większy od śmigacza. W naturze liczy się chyba jednak nie tylko długość ciała, lecz całkowita wielkość ptaków, a śmigacz dysponuje imponującym ogonem, podwajającym jego długość i poczucie własnej wielkości. Wszędzie, gdzie tylko węglik wypatrzył sobie smaczny, nektarodajne kwiat, natychmiast pojawiał się śmigacz i przeganiał węglika. Przeganiał go zapewne również z tego względu, że węglik był szkodnikiem. O ile bowiem śmigacz grzecznie zagłębiał swój długi dziob we wnętrzu kwiatu, celując w zagłębienie miedzy pręcikami, o tyle węglik podlatywał do kwiatu z boku i żeby dobrać się do nektaru, przekłuwał się przez płatek. To zapewne powodowało wyciekanie i bezpowrotna stratę nektaru, przeciw czemu ostro protestowały śmigacze. U śmigaczy odróżnienie pana śmigacza od śmigaczowej jest niemozliwe. U węglików czarnogardłych nie sposób pomylić płci. Samiec ma spod ciała ciemny, a sterówki koloru ceglastopomarańczowego. Samiczka natomiast ciemne gardło i brzuch ma obwiedzione szerokimi białymi pasami, a jej sterówki są koloru ciemnowrzosowego. Mój przyjaciel i Guru w sprawach brazylijskich ptaków zauważa, że tu byłoby miejsce na długi wywód o zmiennych refleksach słońca w piórach kolibrów. Sprawa jest bowiem tak prosta jak ją przedstawiłem tylko w przewodnikach. Ogony węglika różnie i zmiennie "świecą" i u samca, i u samicy. Na koniec odniesienie europejskie: pojawiające się w wielu miejscach w Europie, w sezonie ogórkowym "kolibry - zawisaki" są zdecydowanie mniejsze od "kolibrów - kolibrów".
Śmigacz
Śmigacz to koliberek, którego polska nazwa nieźle oddaje charakter tego kolibrzego gigancika. Ptaszek ma imponującą długość (blisko 15 cm), ale prawie połowę z tego stanowi widłowaty ogon. W locie jest to przemykająca z krótkimi, dźwięcznymi trzasko/ćwierknięciami, czarna błyskawica - cienka podłużna kreska. Często przelatuje nieco dłuższe dystanse (50-100 m) zazwyczaj w pogoni za drugim śmigaczem, który naruszył jego terytorium. W Brazylii w czasie pory deszczowej, kiedy fotografowałem to maleństwo, siąpiło, pokapywało, albo lało bez umiaru codziennie. Dla takich maluchów czas deszczu nie jest najsympatyczniejszą porą, gdyż można dostać większą kroplą w małą główkę i stracić równowagę w locie (nie mówiąc już o dużych stratach energii). Mój przyjaciel śmigacz radził sobie w ten sposób, że siedział pod zadaszeniem, którego ażurową ściankę porastały pnące się kwiaty. Trochę sobie przysypiał, trochę popijał nektar brudząc pyłkiem czoło. Zdarzało się, że pod daszek próbował zaglądać konkurent. Każdorazowo kończyło się to natychmiastowym atakiem gospodarza. Śledzenie go w takiej akcji było niemożliwe, gdyż szybkość ruchów wymykała się ludzkiemu oku. Raz tylko intruz próbował dać gospodarzowi odpór i skończyło się to upadkiem obu na chodnik, gdzie leżały zwarte ładnych parę chwil (zdjęcie nr 23.) Kusiło mnie, żeby je podnieść i pewnie by się to udało - na tyle były zawzięte. Są to jednak tak małe stworzonka, że miałem wrażenie, iż zmiażdżyłbym je niechcący w zbyt wielkich na taką okazję dłoniach.
Drzym czarnoczelny
Drzym czarnoczelny z sylwetki jest bardzo klasycznym drzymem. To taki mniej zgrabny model dzięcioła: krótszy, grubszy, z bardziej "rozlazłym" dziobem. Jeśli jednak przejść do porządku nad ułomnościami drzymiej sylwetki, to drzym czarnoczelny jest ptakiem bardzo pięknym. Duży, jaskrawoczerwony dziób zainstalowany na czarnym ptaku tworzy bardzo gustowne połączenie kolorystyczne. Żałuję, że te piękne i dobrze śpiewające ptaki miałem okazje widzieć tylko przez kilka chwil i to o pochmurnym zmroku.
Dzięcioł czarnoczelny
Dzięcioł łąkowy
Dzięcioł czarnoczelny i Dzięcioł łąkowy są bliskimi krewniakami i ptakami dosyć podobnymi, chociaż kolorem, który zapamiętuje się u czarnoczelnego jest jego czarno prążkowana zieleń na grzbiecie, a u łąkowego żółte gardło. Inną różnicą jest sposób żerowania. Owszem, oba gatunki możemy spotkać przy leżących na ziemi owocach. Gdy jednak ptaki wezmą się za owady, to łąkowy częściej będzie ich szukał na ziemi, a czarnoczelny na drzewach. Tej obserwacji nie potwierdzają zdjęcia, gdyż akurat właśnie czarnoczelny zszedł na chwilę z drzewa, żeby poszukać termitów miedzy chodnikowymi płytami. Polecam jednak jego zdjęcie nr 5, gdzie wyraźnie widać, jak sięga po termity kryjące się pod korą drzewa. Jeśli jednak dokładnie przyjrzeć się dziobom dzięciołów łąkowych na większości fotografii, od razu można zauważyć, że są utytłane w rudej brazylijskiej ziemi. Poszukiwanie przez nie termitów prawie zawsze przypomina bowiem pracę "górników odkrywkowych".
Garncarz rdzawy
Garncarz rdzawy to ptak niezwykle popularny i bardzo rozpowszechniony na południu Ameryki Południowej. Gdy znajdziemy się w porze lęgów tego rudzielca w okolicy, w której możemy go spotkać, nie obawiajmy się - nie przegapimy go. Nie jest mały (wielkością przypomina szpaka), nie jest płochliwy, jest wszędobylski.
Garncarza rdzawego z powodzeniem moglibyśmy wykorzystać jako urządzenie alarmowe oparte na wykrywaniu ruchu. Moje znajome trzy pary garncarzy reagowały na ruch w ich rewirze bezzwłocznie i bardzo głośno. Co ciekawe, nie uodporniały się na rutynowe zjawiska zachodzące regularnie o tej samej porze. Ogorzały Brazylijczyk, który codziennie o 7.03. z tą samą piosenką na ustach wywoził śmieci, każdorazowo był sygnalizowany głośnym chórem wrzeszczących garncarzy. Taka reakcja dotyczyła każdego innego człowieka, psa, kota, większego ptaka... Ciekawie wygląda sama procedura alarmowania. Uruchamia ją ptak dorosły, który jako pierwszy wykryje ruch. Siada wówczas na wysokim i dobrze widocznym miejscu i drze się wniebogłosy. Natychmiast dołączają do niego: drugi ptak dorosły i ich dzieci (taką akcję pokazują zdjęcia 35-37).
Nazwy garncarzy nie trzeba wyjaśniać, wystarczy spojrzeć na zdjęcia przedstawiające ich gniazda. Nowe gniazda często powstają w bezpośrednim sąsiedztwie starych lepianek. Wiąże się to pewnie zarówno z dobrym, wypróbowanym miejscem jak i dostępnością w okolicy budulca (czasami wykorzystywane są również elementy starej budowli). Gniazdo jest budowane zgodnie z zasadami, które fachowcy polecają przy konstruowaniu skrzynek lęgowych - z kieszenią uniemożliwiającą sięgniecie do wnętrza łapą kota, małpy, czy innego amatora jaj i piskląt. Gdybyśmy przecięli taką budowlę w poziomie, zobaczylibyśmy coś na kształt dużej litery G.
Mniszek czarnowąsy
Mniszek czarnowąsy i mniszek białorzytny to dwa ptaszki, które trudno odnieść do jakiegokolwiek ptaka europejskiego. Czarnowąsy jest wariantem miejskim, a białorzytny wiejsko-sawannowym. Nie miałem okazji porównać w terenie ich wielkości, ale białorzytny sprawia wrażenie ptaka delikatniejszego. Oba mają w skrzydłach białe pasy, którymi nieco przypominają w locie srokosza, czy dzierzbę czarnoczelną. To chyba jednak jedyne podobieństwo z naszym ptasim światem.
Mniszek biały
Krowiarek
Krowiarek to pewnie nienajszlachetniejsza nazwa dla tego ptaka, ale mająca swoje uzasadnienie w jego zachowaniu, w naturalnym środowisku. Krowiarek to taka nasza "przerośnięta" pliszka. Lubi pożywiać się w niskich trawach, skąd krowie racice wyganiają sporo owadów. Moje pierwsze krowiarki, zamiast paść się miedzy krowami, chodziły po dużym, wyłożonym piaskowcem tarasie w czasie ulewy. Zbierały tam strącane przez deszcz owady. Wiele gatunków brazylijskich ptaków ma na czubku głowy jaskrawy czubek (żółty, pomarańczowy). Ma swój czubek również krowiarek. Nie okazałem się jednak wystarczającym wyzwaniem (zagrożeniem, dziwadłem...) żeby krowiarek zaprezentował mi tę ozdobę. Udało się jedynie sfotografować "ślad" czubka widoczny na zdjęciu nr 6.
 Bentewi wielki
Bentewi wielki - mój ulubiony gatunek ptaka. Gdy wiele lat temu po raz pierwszy postawiłem nogę na kontynencie południowoamerykańskim, pierwszym ptasim głosem jaki wpadł mi w ucho, był nieznany, ciekawy, dźwięczny, trzysylabowy okrzyk. Rozejrzałem się za jego autorem, ale nie udało mi się go wypatrzeć. Tymczasem on mnie widział dobrze i zdaniem Brazylijczyków wykrzykiwał "dobrze cie widziałem!" (bemtevi). Tak właśnie brzmi portugalska nazwa tego ptaka. Nasi autorzy ptasiej nomenklatury zrobili z tej nazwy krzyżówkę z hiszpańską wersja okrzyku (benteveo) i w ten sposób powstał bentewi. Jego głos jestem w stanie rozpoznać nawet obudzony z zimowego snu i w środku nocy polarnej.
Bentewi wielki to niezwykle sympatyczne, wszędobylskie (i wszystkożerne) stworzenie wielkości drozda, ale przez swoja masywność kojarzące się raczej z ptakiem rozmiarów sierpówki. Spotkać go można zarówno w pobliżu siedzib ludzkich, jak i z dala od nich: na skraju zarośli, na stepie (cerrado)... Nieco podobnie do naszej sójki reaguje głośnym okrzykiem na każdą zmianę w swoim otoczeniu powtarzając wielokrotnie swoje bem-te-wi! bem-te-wi! bem-te-wi!... Ten głos słychać zarówno bladym świtem, w ciągu dnia, jak i o zmierzchu. Wypatrzenie bentewiego nie stanowi większego problemu - spłoszony z miejsca, w którym zdobywał pokarm, odlatuje 30-100 m dalej, siada na czubku drzewa, na dachu, drutach, antenie telewizyjnej i śpiewa! Nie jest zbyt płochliwy i pozwala obserwować się przy codziennej krzątaninie. Ponoć zjada wszystko: bezkręgowce, małe kręgowce, owoce... Ja jednak miałem go okazje obserwować wyłącznie z owadami w dziobie. Zbiera je z gałęzi drzew, z ziemi, z powierzchni wody. Pora deszczowa, w której powstały zdjęcia, jest okresem obfitej rojki termitów (wybór terminu rójki tłumaczy się zmniejszoną w czasie deszczu aktywnością ptaków owadożernych). Bentewi wielki wcale jednak nie zamierzał rezygnować ze swojej aktywności i wykorzystywał ten czas. Najczęściej zasiadał na brzegu basenu lub większej kałuży i czekał na termity strącane przez krople deszczu do wody. Przelatywał wówczas nad jej powierzchnia i z wdziękiem - powiedzmy: rybitwy czarnej - "ratował" termity przed śmiercią w wodzie unosząc je w swoim wielkim dziobie. Nasze ptaki są oczywiście najwspanialsze, ale takiego bentewiego chętnie widziałbym i słyszał również w polskim krajobrazie.
Bentewi amazoński
Bentewi amazoński (zwany też 'mniejszym') to rzeczywiście mniejsza kopia wielkiego bentewiego. Wygląda niemal dokładnie tak jak wielki, ale różni się od niego subtelniejszymi i smuklejszymi kształtami, nieporównywalnie cichszym sposobem bycia i preferowaną okolicą, w której występuje. Bentewi amazoński - jak sama nazwa wskazuje - zamieszkuje nad wodami. Tytułowa Amazonka to może lekka przesada, bo wystarczają mu całkiem nieduże stawy i sadzawki. Siedzi nad nimi i wytrwale wypatruje owadów pływających na powierzchni wody, albo kryjących się w nadwodnych zaroślach
Bentewi zmienny
Bentewi zmienny jest pstrokatym ptakiem wielkości trznadla. Ani kształtem, ani barwami, ani obyczajami nie przypomina swojego wielkiego imiennika. Miałem szczęście spotkać dwie pary i obie karmiły młode. Nie wiem, czy spotkałem kiedykolwiek ptaka, który z równym lekceważeniem traktowałby człowieka przyglądającego się jego nieporadnym jeszcze podlotom, których głównym zajęciem jest żebractwo w nadziei na zwrócenie na siebie uwagi rodzica nadlatującego z pełnym dziobem. Bentewi zmienne nie siliły się na oryginalność i jak wszystkie podobne ptaki w okolicy pochłaniały duże ilości świeżo wyrojonych termitów.
Bentewi ciemny
Bentewi ciemny Gdyby mocno zmrużyć oczy i niedokładnie zapamiętać jak wygląda bentewi wielki, to można by się doszukać w jego ciemnym kuzynie śladów podobieństwa. Bentewi ciemny jest ptakiem wielkości wróbla, ale wróbla bardzo krępego. To wrażenie potęguje spory: szeroki i mocny dziobek. być może gdyby ptaszynę nieco napompować i pożółcić rzeczywiście przypominałby wielkiego kuzyna. Ten, którego poznałem, był ptakiem cichym, a jeszcze cichsza była jego trojka dzieci. Zdjęcie, które im zrobiłem, ze względu na szarość młodziaków i szarość mokrego świtu, nie nadaje się do publicznego zaprezentowania (szare nieostre plamy na szarym tle).
Tyran melancholijny
Tyran melancholijny to ptak, którego nazwa brzmi trochę jak: "ckliwy rzeźnik". Dlaczego ludzie wpadają na tak niezwykłe pomysły? Melancholijny - można zrozumieć - jego piękny głos rzeczywiście przypomina nastrojem (bo melodią i brzmieniem już nie) naszego dzięcioła czarnego, gdzieś smętnie łkającego w głębi lasu. Z kolei wielkość "wypasionego" drozda i bezwzględne rozprawianie się z przeciwnikiem (od pewnego momentu zwanego 'pokarmem') sugeruje maniery tyrana. Jest ptakiem widocznym i słyszalnym wszędzie, choć trzeba mieć na uwadze, że często mylimy go z jego kuzynem, tyranem białogardłym - tak samo wielkim, żółtobrzuchym i tyranicznym, a jedynie nieco bardziej białogardłym.
Tyran widłosterny
Tyran widłosterny występuje w różnych środowiskach. Najczęściej są to tereny sawannowe lub słabo zadrzewione okolice siedzib ludzkich, gdzie na krzakach, albo nawet pojedynczych drzewach zakłada swoje gniazda. Mówi się, że zamieszkuje również nadrzeczne zakrzewienia i zadrzewienia. Nie miałem okazji zaglądać do takich zakątków, ale też nie musiałem tam zaglądać, żeby spotkać tyrana widłosternego. W samej stolicy - Brasilii - zetknęliśmy się kilkukrotnie. Nie wiem, z którym spośród naszych ptaków porównać go ponieważ aż tak długoogoniastego stworzenia nie mamy. Jego czarne sterówki długością pewnie mogłyby iść w konkury z kogucim ogonem. Tyle tylko, że z przodu, zamiast koguta, przyczepiony jest do nich ptaszek wielkości szpaka. Gdy widzi się tyrana widłosternego pierwszy raz, trudno uwierzyć, że przy podmuchach wiatru to on steruje ogonem, a nie ogon nim. Mimo tych przesadnie wielkich sterów, tyran widłosterny jest znakomitym lotnikiem. Po kolejnych spotkaniach ciśnie się na myśl porównanie z naszą wroną i nie jest to skutek jakiegokolwiek fizycznego podobieństwa, lecz jego zachowania wobec przelatującego drapieżnika. Podobnie jak wrona, która nie przepuści żadnemu drapieżnikowi - choćby był wielkim bielikiem - tak samo zawzięty jest tyran widłosterny. Czy to karakara, czy sokół rdzawobrewy, przy których tyran jest stworzeniem filigranowym, on zawsze jest na posterunku. Natychmiast wzbija się, przechwytuje nadlatującego wroga i nęka go w efektownych ewolucjach przypominających taniec gimnastyczki z szarfami. Młode tyranięta widłosterne mają ogony znacznie krótsze i nie szokują tak przybysza z Europy. To już mniej więcej proporcje sroki, chociaż same ptaki są znacznie mniejsze.
Nadobniczka zielonobiała
Nadobniczka zielonobiała To dosyć duża, niebieskobiała jaskółka rzadkiej urody (to mój pierwszy ptak fotografowany spod parasola). Metodę i jaskółkę polecam. Trudno mi napisać cokolwiek więcej o jej obyczajach. Zachowywała się "normalnie jaskółczo". Razem ze swoimi koleżankami latała przed deszczem nad samą powierzchnią stawu chwytając w locie owady. Czasami spierała się z nimi o miejsce na czubku wystającego z wody drąga - ot ... jaskółka, ale jak kolorowa i piękna!
Jaskółczak szarogardły
Jaskółczak szarogardły to jaskółka duża, dosyć pospolita na południowym wschodzie Brazylii. Obserwowanie tamtejszych ptaków zdecydowanie zmusza do porzucenia ptasich stereotypów wyniesionych z Europy. Otóż jaskółczak szary jest przeciętnie większy o cały centymetr od opisanych wcześniej gołąbeczków. Gdy już jednak oswoimy się z myślą, że jaskółka jest większa od gołębia, zauważamy przed sobą ptaka "w typie" brzegówki. Podobno w dobrym oświetleniu jego górna strona może pobłyskiwać odcieniem granatowym. Ja poznałem jaskółczaka szarego jako jaskółkę szarą (bez cienia granatu). Jej znaczna wielkość jest wyraźnie widoczna w bardziej "majestatycznym" locie. Przypomina niekiedy jerzyka lecącego lotem ślizgowym, ale nie kończy takiego odcinka lotu jakąś szaleńczą ewolucja, lecz po prostu macha kilka razy skrzydłami i łagodnie skręca w innym kierunku.
Jaskółeczka niebiesko-biała
Jaskółeczka niebiesko-biała bywa często jaskółeczką szaroburo-białą i w takiej postaci miałem okazję ją poznać. Zawsze gdy widzę jaskółkę w egzotycznych - z polskiego punktu widzenia - stronach, a mam świadomość, że występuje tam sporo gatunków jaskółek, podchodzę do oznaczania ptaka z bardzo duża rezerwa. Tak też spoglądałem na kręcące się w Brasilii jaskółeczki niebieskobiałe, zwłaszcza, że nie miałem wcześniej w ręku żadnego przewodnika, w którym wyczytałbym jak odróżniać brazylijskie jaskółki. Do czasu jednak. Mój przyjaciel - bardzo dobry znawca ptaków (europejskich, kanadyjskich i brazylijskich) zwrócił mi uwagę na cechę, której daremnie by szukać u innych jaskółczych gatunków. U jaskółeczki niebieskobiałej biel na dolnej części ciała, rozpościerająca się od gardełka (czasami z niewielką przerwą na szaroburą plamę na górnej części piersi) kończy się na brzuchu. Podbrzusze i pokrywy podogonowe są już ciemne.
Strzyżyk amazoński
Strzyżyk amazoński. W Brazylii można spotkać wiele strzyżyków. Jeden z nich to, wypisz-wymaluj, nasz strzyżyk, chociaż w rzeczywistości to strzyżyk południowy (podgatunek? strzyżyka śpiewnego). Spotykałem go codziennie, ale zawsze w takich warunkach pogodowych i oświetleniowych, że polowanie z długim obiektywem dawało w efekcie zdjęcie rozmazanej burej smugi, a nie obraz ptaka. Więcej szczęścia miałem ze strzyżykiem amazońskim. I pogoda była lepsza, a i sam ptak większy i znacznie bardziej stateczny od strzyżyka południowego. Myszkował między gałęziami i poruszał się po pniach i konarach drzew bardziej w tempie pełzacza, czy wręcz kowalika, aniżeli strzyżyka. Również z sylwetki bardziej przypominał pełzacza w wersji maxi. Z prążkowanego ubarwienia skrzydeł i ogona to już jednak strzyżyk. Gdy weźmiemy do ręki nieco poważniejszy przewodnik do oznaczania ptaków w krajach Południowej Ameryki z pewnością popadniemy w zwątpienie. Jest tam bowiem tyle gatunków strzyżyków, które różnią się tak małą ilością (niepewnych) cech diagnostycznych, że już lepiej oznaczać w Polsce pierzące się wydrzyki w najmniej jednoznacznych szatach. Ja miałem szczęście, że w okolicach samej Brasilii występują tylko trzy gatunki i każdy z nich wygląda inaczej. Jak wygląda strzyżyk amazoński (i jego gniazdo - w budowie) - można przekonać się oglądając zdjęcia. Spotkałem go w dwóch miejscach. Jednym z nich był ciemny park miejski o pochmurnym i deszczowym świcie. Wypatrując nad brzegiem stawku tamtejszych kolorowych i przerośniętych wodników, nagle usłyszałem bardzo dźwięczny i melodyjny śpiew, który wprawił mnie w osłupienie. Oto bowiem z jednej strony ścieżki rozległa się piosenka, która bez chwili przerwy (i widoku przelatującego ptaka) zakończyła się w krzaku po drugiej stronie ścieżki. Piosenka powtórzyła się jeszcze kila razy i za każdym z nich miałem wrażenie niesamowitego nagrania stereo - znanego z pierwszych zastosowań tego efektu w muzyce lat siedemdziesiątych. Mój ptasi Guru obserwując "wybałuszone" ze zdziwienia uszy, tylko się uśmiechał. Wyjaśnił mi jednak w końcu, że to co słyszę, to para strzyżyków śpiewająca w duecie. Przysłuchiwałem się później bardzo uważnie znanej już piosence i nie mogłem uwierzyć. Nie ma w niej ani chwili przerwy, zawsze brzmi identycznie i jeżeli ptaki nie siedzą po obu stronach człowieka nie sposób ustalić kiedy kończy się partia pierwszego, a zaczyna drugiego. Można by napisać wiele, żeby uzmysłowić jak brzmi taki efekt. Żadne słowa nie oddają jednak szoku jaki wywołuje - jest zupełnie niezgodny z naszym doświadczeniem.
Przedrzeźniacz białobrewy
Przedrzeźniacz białobrewy to ptak wielkości drozda, ale o innej sylwetce. Ogon ma dłuższy (dzierzbowaty) ale głowę nieproporcjonalnie mniejszą niż nasze dzierzby. Jest ptakiem ciekawskim, chętnie zbliża się do człowieka, chociaż stara się wtedy sprytnie kryć. Zdarzało mi się czatować z aparatem na innego ptaka i po chwili stwierdzać, że po drugiej stronie krzaka, pod którym siedziałem ja, siadał przedrzeźniacz i z zaciekawieniem przyglądał się moim kolejnym porażkom fotograficznym. Przedrzeźniacz odżywia się przede wszystkim owadami, ale wyraźnie nie pogardziłby również nieco większymi ruchomymi przekąskami. Na zdjęciu nr 41 widać jak "wiewiórczym sposobem" ścigał się wokół palmy z jaszczurką. Nie do końca jestem przekonany, że chodziło mu tylko o berka.
Zwyczaje przedrzeźniaczy białobrewych, które spotkałem później w Argentynie (skąd pochodzi większość zdjęć) rożniły się zdecydowanie. Tamtejsze ptaki nic sobie nie robiły z obecności człowieka i chętnie pozowały do zdjęć.
Drozd rudobrzuchy
Drozd płowoszary
Drozd kremowy
Trzy brazylijskie drozdy, które spotkałem, są po prostu drozdami, a "drozd jaki jest - każdy widzi". Najsłynniejszy z nich to drozd rudobrzuchy - oficjalny, ptasi symbol Brazylii.
Niektórzy twierdzą, że to południowoamerykański odpowiednik północnego drozda wędrownego (zwanego przez Amerykanów "rudzikiem" - American Robin). Podobieństwa są jednak pozorne i sprowadzają się głównie do analogii kolorystycznych. "Sabiá-laranjeira" najbardziej przypomina swoim zachowaniem naszego kosa. Może nie jest tak emocjonalny i krzykliwy, ale jest całkiem zurbanizowanym i "udomowionym" drozdem.
Zurbanizowane są również dwa pozostałe gatunki: drozd płowoszary i drozd kremowy. Być może dowodem na bliskie sąsiedztwo drozda płowoszarego z człowiekiem jest jego piosenka. Powtarzana wielokrotnie do złudzenia przypomina wielotonowy alarm samochodowy. Nie wiem tylko komu przypisać prawa autorskie do tej melodii. Jeśli człowiekowi. to drozd płowoszary jest dobrym naśladowcą. Jeśli drozdowi - to może melodię pożyczył człowiek? Najpewniej wpadli na nią niezależnie jeden od drugiego. Drozdów płowoszarych i kremowych albo jest w Brasilii mniej, albo lepiej się kryją się. Rudobrzuchy dominuje!

Kacyki i epoletniki to ptaki krążące w systematyce gdzieś niedaleko wilg, czy krukowatych. Wielkością są jednak bliższe wilgom aniżeli nawet małym kawkom. Również sylwetkami przypominają nieco "długonogie wilgi", chociaż gatunki, które można zobaczyć na niniejszej stronie www, miały zdecydowanie mocniejsze dzioby.
Kacyk żółtosterny
Kacyk żółtosterny byłby w tym towarzystwie najbliższy naszej wildze. W jego upierzeniu dominują bowiem barwy czarna i żółta i to właśnie w tej kolejności. Ptak jest czarny z żółtymi ozdobami. Od wilgi rożni go również biały dziob i niesamowite błękitno-niebieskie oko. Kacyki żółtosterne, które poznałem w Brazylii żyły w luźnej, hałaśliwej kolonii. Cały dzień uwijały się wśród mangowców. Gdy tylko ustawał na chwile deszcz, zawisały na gałązkach - często głową w dół - w sąsiedztwie dojrzałych owoców i zajadały się ich miąższem. Gdy zaczynało padać sfruwały na ziemię i czekały na wychodzące ze swych podziemnych miast wielkie, skrzydlaste termity.
Kacyk epoletowy
Kacyk epoletowy to ta sama czarno-żółta dominanta barwna, chociaż tutaj czerń dominuje już zdecydowanie. Żółte są tylko epolety i - co ciekawe - pierzaste nogawki krótkich spodenek. Kacyk epoletowy jest nieco bardziej "wydłużony" niż żółtosterny. Udało mi się - chociaż w marnej jakości - sfotografować parę kacyków epoletowych wychowujących już niemal całkiem wyrośniętego podlota starzyka granatowego, ptasiego pasożyta o obyczajach podobnych do obyczajów naszych kukułek.
Kacyk czarny
Kacyk czarny, o którym mogę powiedzie jedynie tyle, że pożywienie zdobywa tak samo jak epoletnik kasztanowogłowy - chodzi (nie skacze) po ziemi gdzie wyszukuje smaczne roślinne kąski lub nieostrożne owady. Również na ziemi karmi swoje podloty. Obserwowałem kacyki czarne, gdy razem z kacykami zółtosternymi karmiły swoje młode. Podlot czarnego skakał razem z rodzicami nic sobie nie robiąc z padającego deszczu, natomiast dorosłe żółtosterne co chwila sfruwały z gałęzi na ziemię, chwytały kilka termitów, wracały na gałąź i wkładały skrzydlatą wiązkę termitów w otwarte dzioby młodych, ukrytych na drzewie przed deszczem i fotografem.
Epoletnik kasztanowogłowy
Epoletnik kasztanowogłowy to piękny ptak wielkości szpaka, chociaż o odmiennych od niego proporcjach ciała - bardziej trznadlowatych, czy wróblowatych. Epoletnikowo-kacykowy jest jego dziób: leżący, ostry trójkąt równoramienny, którego górne ramie płynnie przechodzi w słabo wysklepione czoło. W ubarwieniu samca tego gatunku natura ciekawie zestawiła ceglastokasztanowe czapkę i pierś z granatowoczarną resztą ciała. Nie wiem co powiedzieliby na to nasi - pożal się Boże - "styliści", ale w moich oczach ten zestaw wcale się "nie gryzie". Parę epoletników kasztanowogłowych upolowałem w ZOO, ale nie w ptasiej wolierze, lecz na wybiegu kapibar. Uwijały się tam w towarzystwie naszych wróbli i domowych gołębi.
Starzyk granatowy
Starzyk granatowy to ptak pospolity w Brazylii. Można go znaleźć zarówno w terenach gęsto zalesionych, jak i w okolicach zdecydowanie przekształconych i zagospodarowanych przez człowieka, i to od wysp Karaibskich po Ziemię Ognistą na samym południu Ameryki Południowej. Dzisiaj najczęściej spotkamy go w pobliżu siedzib ludzkich. Patrząc na tego granatowo połyskującego ptaka wielkości szpaka (ze znacznie mocniejszym dziobem) nie spodziewamy się, że na miejskim trawniku, z gąszcza traw przed nami owady wyławia ptak podobny do naszej kukułki. Podobny wyłącznie pod względem zachowania i obyczajów. To zręczny pasożyt, który podrzuca swoje jaja do gniazd innych gatunków. Na usprawiedliwienie starzyka mogę dodać, że - w odróżnieniu od naszych kukułek - jego działania nie zawsze kończą się śmiercią dzieci gospodarzy gniazda. W przeciągu trzech dni widziałem młode starzyki granatowe żebrzące o pokarm u rodziców kacyka epoletowego i drozda płowoszarego. Co ciekawe, młody, ale już lotny starzyk granatowy natychmiast dołącza do dorosłych ptaków swojego gatunku - porzucając swoich przybranych rodziców - i dalsze życie spędza wśród nich. Jest już jednak zbyt późno na naukę pasożytnictwa, z czego jasno wynika, że swoje późniejsze "pasożytnicze strategie rozrodcze" ma zapisane w genach i nie musi się ich uczyć.
Modrowronka czołoczuba
Modrowronka czołoczuba to kawał ptaszyska. Słyszałem ją wiele razy, ale widziałem tylko dwukrotnie. Nasze pierwsze spotkanie nastąpiło bladym (a na dodatek deszczowym) świtem. Najpierw usłyszałem, a potem zobaczyłem awanturę w ogrodzie. Małe ptaki: garncarze, pasówki obrożne i gołąbeczki cynamonowe przeganiały kogoś , kto krył się w koronie mangowca. Po chwili wyleciał stamtąd duży, kontrastowo ubarwiony ptak. Okazało się, że była to modrowronka czołoczuba. Poza niezwykłym lokiem nad czołem i "kogucim błękitem" w skrzydłach, była to po prostu najnormalniejsza, duża sójka: wrzaskliwa, skrzekliwa, przeganiana przez wszystkie mniejsze ptaki lęgowe. Nieco efektowniejsza od naszych sojek, ale jej krzykliwej urodzie spokojnie dałaby odpór nasza sroka. Drugie spotkanie odbyło się w bardziej sprzyjających warunkach. Przez chwilę świeciło akurat słońce. Jednak i tym razem nie miałem wielkiego szczęścia. Modrowronka została napadnięta w locie przez czajkę miedzianą i tylem ją widział.
Pasówka obrożna
Pasówka obrożna to trzecia (po dwóch północnoamerykańskich) pasówka w moim zbiorze. W terenie bardzo przypomina swoje północne kuzynki ruchami, zachowaniem, sposobem zdobywania pożywienia - najczęściej w czasie przemieszczania się drobnymi kroczkami po chodnikach, alejkach, tarasach, dachach, ościeżnicach okien. Zagląda do kwietników, śmietników.. . Jest takim nieskaczącym wróblem, niepłochliwym, niestroniącym od ludzi, chociaż niezależnym od nich siedliskowo i pokarmowo (małe owady, nasiona roślin, czasem trochę samej zieleniny).
Polniczka
Polniczka to niesamowity ptaszek. Ilość form przejściowych w ubarwieniu samczyka może budzić podziw. Od pięknie granatowego, po oliwkowe w granatowe plamy, a po drodze z białogranatową przejściówką. Tylko samica trzyma swój skromny styl: szaro-brązowawo-oliwkowa góra i cętkowanie jasnego brzucha. Moi przyjaciele na swój domowy użytek nazywają polniczkę "podskakiwaczem" . Po krótkich obserwacjach zachowań polniczki wydawało mi się, że zrozumiałem skąd to skojarzenie. Polniczka poszukuje pożywienia (nasion, owadów) na ziemi, a gdy dojrzy smaczny kąsek gdzieś na szczytach traw, podskakuje (często bez otwierania skrzydełek) i zrywa nasionka. Okazało się jednak, że nie takie podskakiwanie stało się podstawa przezwiska polniczki. Prawdziwe podskoki to rytuał godowy granatowego samczyka. Rozpierany uczuciem/hormonami* (niepotrzebne skreślić) maluch siedzi na poziomej gałęzi i wykrzykuje swoje uczucie w średniej jakości piosence. Gdy poniosą go emocje nagle wyskakuje jak z procy na 50-70 cm w górę i opada z powrotem na swoja gałązkę. W drodze powrotnej używa skrzydełek, ale nie zawsze. Czasami nie kończy się na jednym wyskoku i wówczas ta mała piłeczka wraca na gałąź tylko po to, żeby ponownie odbić się w górę.
Ziarnojadek wąsaty
Ziarnojadek wąsaty - jak podpowiada nazwa - jest małym ziarnojadem. Spojrzenie z profilu wyjaśnia drugi człon nazwy. Czarno-granatowy z wierzchu i biały od spodu, mały ptaszek o zwartej sylwetce dysponuje zaskakująco potężnym i ładnym głosem. Spotkałem go w Brasilii w czasie popadującego deszczu i po dłuższej chwili udało się go zlokalizować w gęstych liściach drzewa rosnącego nad stawem. Nie przejmując się pogodą śpiewał niemal bez przerwy. Potem zerwał się, odleciał i zgubił mi się. Kilkanaście minut później ponownie usłyszałem jego głośny śpiew. Tym razem dobiegał z małego, osamotnionego drzewka na środku trawnika. Zawzięty ogrodnik ukształtował koronę w kulę. Gdzieś w jej środku ukrył się ziarnojadek. Mimo, że możliwości ukrycia się w tak małym drzewie wydawały się zerowe, chyba dopiero za piątym okrążeniem udało mi się gadzinę zlokalizować. Ziarnojadek wąsaty wbił się całym swoim małym ciałkiem w rozwidlenie (czy raczej okółek) obciętych gałązek. Gdy jednak zrozumiał, że już go widzę, ale nie wyglądam groźnie, dał w końcu spokój grze w chowanego i usiadł na widoku. Zauważyłem wówczas ciekawy wzór na jego główce. Gdy skierował dziób w moją stronę okazało się, że od jego nasady rozbiegają się trzy grube, jednakowe linie. W tamtej chwili nie wiedziałem jeszcze, że siedzi przede mną ziarnojadek wąsaty i na własne potrzeby ukuliśmy z moim polsko-brazylijskim przyjacielem (który też widział ziarnojada po raz pierwszy) roboczą nazwę "mitsubishi".
Ziarnojadek czarnolicy
Ziarnojadek czarnolicy sylwetką, zachowaniem, upodobaniem do ziarnistej diety nie różni się od ziarnojadka wąsatego. Na pierwszy rzut oka niewiarygodnie przypomina swojego północnoamerykańskiego krewniaka - junko. Znający go dłużej mój ptasi Guru usiłował mi wytłumaczyć, że pomyłka z junko jest zupełnie wykluczona, nawet gdyby oba jakimś cudem (np. w klatce ptasiarza kolekcjonującego ptaki różnych kontynentów) znalazły się obok siebie. Jego zdaniem ziarnojadek czarnolicy zawsze ma żółtawy brzuch, a junko zawsze ma brzuch biały. Bardzo uważnie przyglądałem się potem ziarnojadkom, które mieszkały licznie w chaszczach u sąsiadów. Dopiero jednak przy bardzo dobrym świetle udało mi się dostrzec tę słynną i diagnostyczną żółć. Mój przyjaciel z pewnością miał rację, ale ja trafiłem na ziarnojadki w porze, gdy kolor ich brzuszka nie chciał być tak jednoznaczny.
Kardynałek krasnogłowy
Kardynałek krasnogłowy. Gdy spojrzymy na szkarłatnego kardynała północnoamerykańskiego, to w brazylijskim kardynałku krasnogłowym podobieństwa doszukamy się chyba tylko w kolorze głowy. W rzeczywistości to taki szarobiały trznadel, którego główkę dziecko pomalowało jaskrawoczerwoną farbką. Zakładając jednak, że to kardynał, zdrobnienie w nazwie jest uzasadnione - jest ptakiem niewiele tylko większym od wróbla (co można zobaczyć na zdjęciu nr 3.). Jak zachowuje się kardynałek krasnogłowy "na dziko" nie jestem do końca pewien. W Brasilii obserwowałem go na alejce w ZOO. Poruszając się, szukając, znajdując i zjadając pożywienie przypomina trznadla, a ufnością wobec przechodniów - naszego wróbla.
Tanagra modra
Tanagra modra zwana przez moich przyjaciół błękitkiem - to skromny szarobłękitny ptak wielkości dużego wróbla. Wszędobylski owocożerca niegardzący owadami. Niezwykłego uroku nabiera w dobrym świetle. Okazuje się wówczas ptakiem intensywnie błękitnym
Cukrownik niebieski
Cukrownik niebieski. Sama dźwięczna nazwa - jeśli odrzucimy skojarzenia z przemysłem cukrowniczym - sugeruje, że powinniśmy ujrzeć nektaropijnego lekkoducha. Wrażenie nie do końca nas myli. Wśród padającego obficie deszczu spotkałem wspaniale niebieskiego, lekkiego, smukłego ptaka, który nie przejmując się deszczem i ludzkimi intruzami, sprawnie pochłaniał duże ilości małych owoców. Żerującemu na parkowych krzakach samczykowi towarzyszyła partnerka. Niektórzy twierdza, że skromniejsza, ale - osądźmy sami (zdjęcie nr 13).
Cukrzyk
Cukrzyk . Polscy diabetycy z pewnością nie mieliby nic przeciwko tej nazwie ptaka, gdyby mieli okazje poznać brazylijskiego cukrzyka. To mały (wielkości "krótkiej sikory") krępy ptaszek o wielkiej ciekawości, niewielkiej płochliwości i wielkim apetycie na wszelkie nektary i soki owocowe. Chętnie korzysta z poidełka dla kolibrów i zjada wyłożone owoce, odwiedza nektarodajne kwiaty. Wszędzie go pełno, a gdy tylko przysiadałem gdzieś pod krzakiem, żeby "upolować" jakiegoś ptaka, cukrzyk pojawiał się w pobliżu i wyraźnie mi kibicował. Czasami, gdy byłem zbyt blisko gniazda, zdarzało mu się bardzo szybko lecieć bezpośrednio w kierunku mojej twarzy, by w ostatniej chwili skręcać, musnąwszy mnie tylko powiewem swoich małych, krótkich skrzydełek.
Cyklara gujańska
Cyklara gujańska Wśród wielu oszołamiających egzotycznych głosów, nasze ucho z trudem wyłowi w Brazylii coś znajomego Europejczykowi. Usłyszawszy piękny flet wilgi byłem przekonany, że nareszcie rozpoznałem i "zrozumiałem" chociaż jednego brazylijskiego ptaka. Przyjaciel, który dobrze poznał brazylijski ptasi świat, uprzedził mnie, żebym nie szukał ptaka równie imponującego barwami, co nasza wilga. Kazał jednak rozglądać się za ptakiem ładnym, o ciekawym ubarwieniu głowy. Długo szukałem i niemal poddałem się, gdy nagle w cieniu bananowca zobaczyłem ptaka mniejszego od wilgi, może nieco mniej efektownego, ale za to całkiem egzotycznego. Znalazłem go oczywiście dzięki piosence, którą wyśpiewuje jakby od niechcenia w trakcie krzątaniny między liśćmi drzew. Z całą pewnością krępe stworzonko głosem nie ustępuje szlachetniejszej w swojej postaci wildze.

Wygenerowane przez JAlbum 7.2 & Chameleon | Oprawa: HMS | Strona główna