Powrót do książek Orłosęp - orzeł, czy sęp?

"... nagle dziwny szum przypominający
Rys. Paweł Koźniewski
syczenie i świst niedużej trąby powietrznej nadciągnął gdzieś z boku. Ogromny ptak, wielgachny niczym szybowiec, rozpostarłszy skrzydła, sunął wprost na mnie. Czy to przestraszony moim nagłym zwrotem, czy też czymś innym, kolos ów wzbił się i minął mnie, owiewając wdzięcznym podmuchem wiatru. Skrzydlata trąba powietrzna sunąc, płynnie skryła się za skalą, pochylając się na jedno skrzydło, jak narciarz składający się w ostrym zakręcie. Zrozumiałem: coś takiego może strącić w przepaść i sarnę, i kozła, i człowieka".
Tak swoje spotkanie z bohaterem naszej opowieści opisał rosyjski pisarz I.Sładkow.

          Orłosęp brodaty (Gypaetus barbatus), bo o nim to właśnie mowa, jest ptakiem wzbudzającym tyleż emocji, co i kontrowersji. Ten wspaniały władca górskich przestworzy niewesoły los zawdzięcza swej budzącej szacunek, a zarazem niepokój, ponad metrowej postaci. Krążące z dawien dawna opowieści, których ślad odnajdujemy w przy tocznym cytacie, przypisują "brodaczowi" wielce gwałtowną i krwiożerczą naturę. Starzy azjatyccy i afrykańscy juhasi twierdzą bowiem, iż ulubioną dyscypliną łowiecką orłosępa jest zrzucanie nieszczęsnych ofiar (kozic, muflonów, a zwłaszcza owiec) ze skalnych grani w głębokie przepaście. Nie dziwota zatem, że europejscy starzy górale postanowili pozbyć się tak uciążliwego sąsiada. Zabrali się do tego na tyle skutecznie, że w 1830 roku brodaty orłosęp zniknął ze Słowacji, w 1887 ze Szwajcarii, a w 1894 z Rumunii. W Bułgarii, gdzie jeszcze w pierwszej połowie XX wieku ponoć się rozmnażał, w latach 1950-1980 obserwowano tylko 11 sztuk, z czego cztery niestety, już nie żyły. U nas, zdaniem dziewiętnastowiecznych ornitologów, nasz bohater "przed laty" gnieździł się w Karpatach.

          Emocje i kontrowersje wzbudzał orłosęp również wśród ornitologów. Trudno im bowiem było przyznać, że ten królewski ptak, którego rozpostarte, blisko trzymetrowe skrzydła o ponad ćwierć metra przewyższają rozpiętość skrzydeł naszego ogromnego bielika, a o pół metra wyciągnięte skrzydła szlachetnego orła cesarskiego, należy do nikczemnego stanu padlinożerców. Niepogodzeni z wyrokiem natury, zaczęli doszukiwać się w tym wspaniałym "obrzydliwcu" szlachetnych cech i... doszukali się. Jego skrzydła to nie ogromne, szerokie płachty służące przede wszystkim do szybowania, lecz długie i stosunkowo wąskie wiosła, którymi często pracuje w locie. Dziób, szpony i pazury ma orłosęp może nie całkiem orle, lecz wyraźnie potężniejsze niż u "marnych sępów". No i wreszcie argument koronny: orłosęp, i owszem, lubi skubnąć padliny, ale jest również łowcą! W tym momencie następuje zazwyczaj wyliczenie wszelkich znanych trofeów łowieckich brodacza: myszy, susłów, żółwi, kuropatw, a nawet jednego zająca i dwóch jagniąt. Nie potwierdzają się jednak legendy o strącaniu zwierząt w przepaście, chociaż orłosęp dysponuje narzędziem, które mógłby w tym celu wykorzystać. Są nim potężne skrzydła zaopatrzone w 60-70 centymetrowe pióra, których niezwykle sprężysta stosina (tak zwykli ornitolodzy nazywać twardą oś pióra) osiąga grubość 1 centymetra. Odstąpmy jednak od nudnej tradycji nakazującej widzieć w orłosępie myśliwego i przyjrzyjmy mu się takiemu, jaki jest.

Rys. Paweł Koźniewski

          Poszukiwanie go w Europie to zajęcie dla wytrwałych, całe bowiem orłosępie pogłowie ogranicza się do około 50 par rozrzuconych po skalistych śródziemnomorskich wyspach, Pirenejach, środkowej i południowej Hiszpanii, Albanii, Grecji i Macedonii. Łatwiej o spotkanie z nim w Azji Mniejszej, na Półwyspie Arabskim i Afryce. Jeżeli jednak już znajdziemy się na jego terenach łowieckich, o spotkanie z gospodarzem nietrudno. Raz, że pędzi on żywot osiadły i nie w głowie mu migracje, dwa - że zwykł kilka razy dziennie patrolować całe swoje królestwo. Czyni to zazwyczaj samotnie i jedynie późnym latem można zobaczyć orłosępie rodziny zaprawiające w lataniu swoich jedynaków. Przywiązanie orłosępa do raz wybranego miejsca jest tak duże, że przez kolejne lata potrafi zajmować to samo gniazdo. Częściej jednak buduje dwa lub trzy gniazda położone w odległości 50-2000 m jedno od drugiego. Budowle te umieszcza na tak niedostępnych półkach skalnych, że może sobie pozwolić na osiedlanie się w pobliżu siedzib ludzkich. Mimo tej niedostępności gniazd życie rodzinne orłosępa zostało poznane bardzo dobrze. I to nawet nie dzięki zawziętości ornitologów, lecz dzięki ptakom trzymanym w niewoli. Wprawdzie orłosęp wystawiony na widok publiczny pokazowo rozmnażać się nie lubi, ale zdarzają się wyjątki od tej reguły. Doczekały się potomstwa orłosępy w b. stolicy Kazachstanu Ałmaty, powiodło się parze w Moskwie. Najsłynniejsza była jednak para z położonego wówczas w samym centrum miasta sofijskiego ogrodu zoologicznego. W latach 1915-1928, mieszkając w pomieszczeniu o wymiarach dużego pokoju, wychowała ona ośmioro piskląt.

          W odróżnieniu od większości znanych nam ptaków, orłosęp zaczyna myśleć o dzieciach nie na wiosnę, lecz już jesienią. Najczęściej w listopadzie przystępuje do budowy gniazda oraz planowania rodziny. Wybrawszy miejsce na gniazdo zaczyna gromadzić materiał budowlany. Fundamenty buduje najczęściej z gałęzi długości o 80-90 cm, przy wyborze tych legarów nie jest wybredny; mogą pochodzić zarówno z drzew liściastych, jak i iglastych (na przykład w Uzbekistanie upodobał sobie gałęzie migdałowców). Na okrągłej podstawie o średnicy 100-200 cm układa następnie cieńsze gałązki do wysokości nawet 1 metra. Zagłębienie w środku stosu wyścieła szczątkami skór, sierścią, szmatami lub wojłokiem.

          Wspomniane planowanie rodziny jest każdorazowo poprzedzone rytualnym złożeniem u stóp oblubienicy nowej gałęzi, niezbędnej w gospodarstwie domowym, tudzież złożeniem serii głębokich pokłonów. Wszystkie te starania prowadzą do tego, że mniej więcej w polowie grudnia samica znosi jedno (rzadziej dwa) płowe jaja, które następnie na zmianę z małżonkiem wysiadują. Harmonogram dyżurów w gnieździe wygląda tak, jakby ustalał go pan orłosęp: z 55-56 dób wysiadywania przypada bowiem na niego niespełna 17. Na przełomie stycznia i lutego w gnieździe pojawia się jedynak. Drugie pisklę, jeśli w ogóle zdoła się wykluć ze znacznie mniejszego jaja, jest skazane na zagładę już w pierwszych dniach życia. Czy nam się to podoba, czy nie, znika w przepastnych, zaczynających się ponoć niemal tuż za gardłem, żołądkach rodziców albo silniejszego braciszka lub siostrzyczki. Małe orłosępiątko na początku jest karmione mięsem, które rodzice zwyczajem prawdziwych orłów przynoszą mu w szponach lub dziobie. Mniej więcej co dwie godziny, po starannym wybraniu i poporcjowaniu, kawałki mięsa trafiają wprost do dzióbka niemowlęcia. Dieta trzytygodniowego maleństwa (wielkości gołębia) zostaje wzbogacona o coś jeszcze konkretniejszego: wśród kawałków mięsa zaczynają się pojawiać kości. Dwuipółmiesięczny młodzieniec, przystrojony już w całkiem poważne pióra, chwiejnym krokiem udaje się na pierwsze spacery, potykając się przy tym o zaśmiecające gniazdo reszty kości oraz skorupy żółwi, stanowiących regularny składnik jadłospisu. Krótko przed wylotem z gniazda czteroipółmiesięczne orłosępie nie może jednak mówić o regularnych posiłkach. 1-2-dniowe posty nie należą wówczas do rzadkości i mobilizują podlotka do wyruszenia w świat.

          Lato upływa orłosępiej rodzince na doskonaleniu młodzieńca w szkole przeżycia. Pod czujnym okiem rodziców uczy się latać, wyszukiwać i zdobywać pożywienie. Odżywiają się orłosępy przede wszystkim padłymi ssakami. W zdobywaniu strawy nie są zbyt natarczywe. Pozwalają innym padlinożercom zaspokoić głód, po czym same przystępują do ucztowania, często zadowalając się ogołoconymi kośćmi. Łykają je w całości, zdając się na znakomity system trawienny, radzący sobie błyskawicznie z najtwardszymi gnatami. Widziano na przykład orłosępa, w którego przepastnym gardle zmieściło się końskie żebro! Jeśli jednak porcja okazuje się zbyt wielka nawet dla orłosępa, unosi, ją i upuszczając z dużej wysokości, roztrzaskuje o skały. Taki sam los spotyka zamknięte niczym konserwy żółwie.

          Pełne usamodzielnienie się i pożegnanie z rodzicami następuje w październiku. W tym czasie orłosępi młodzian, podobnie jak wszystkie inne orłosępy, jest przepędzany przez rodziców z ich włości. Są natomiast tolerowani prawdziwi padlinożercy: sępy i ścierwniki, których gniazda znajdowano nawet w odległości 100m od orłosępiego.

          Z zakładaniem nowego, trwającego całe życie stadła młody orłosęp nie spieszy się. Musi wcześniej wystroić się w nowe, znacznie jaśniejsze, dorosłe piórka i dopiero po 5-6 latach staje na ślubnym kobiercu, buduje gniazdo... i tak dalej, i tak dalej.

Artykuł został opublikowany w czasopiśmie Poznaj Świat nr 3/1994 (458)


Wygenerowane przez JAlbum 10 & Chameleon | Oprawa: HMS | Gżegżółka | Strona główna